Nowy Jork dzień I :)

Środa 7.06.2017r.

Pobudka dość późno, telefon do domu, że wstałyśmy i szykujemy się na pierwsze wyjście w miasto. Wszyscy przerażeni- żebyśmy nie zginęły, żeby nam się nic nie stało. Musimy uważać, bo „w poniedziałki kradną, we wtorki gwałcą, w środy porywają”- przypomniał mi się ten tekst z „Samych swoich”. Ja rozumiem, że oni wszyscy się o nas martwią, ale to nie jest tak. W Nowym Jorku każdy ma swoje sprawy, każdy spieszy się do pracy, domu, rodziny, znajomych. Siedzą w metrze ze słuchawkami na uszach, nie zwracając na nikogo uwagi. Albo sobie śpiewają, albo coś pod nosem mówią.

Pogoda pochmurna, więc na spacer po mieście trzeba zabrać okrycie wierzchnie. Od rana kąpanie, bo poprzedniego dnia byłyśmy tak wykończone, że już nam się nie chciało. George wyszedł do pracy wczesnym rankiem, więc mogłyśmy czuć się swobodnie. Wyszykowałyśmy się i w drogę. Na metro nie mamy co liczyć, bo jeszcze nie wiemy co, gdzie i jak. Dziś czeka nas wędrówka piesza! Ciekawe ile kilometrów przeszłyśmy. Wyszłyśmy z domu i zgodnie z mapą kierowałyśmy się w stronę 5 Alei. Wiadomo, tam najwięcej atrakcji, same najlepsze sklepy. W planach było dość dużo do zobaczenia. 5 Aleja robi wrażenie. Chociaż pierwsze co mnie niestety niezbyt miło zaskoczyło to smród! W Nowym Jorku okropnie śmierdzi- spalinami i jedzeniem. Co prawda później się już przyzwyczaiłam, ale pierwsze dwa dni nie miałam ochoty na jedzenie. Mimo wszystko wyruszyłyśmy przed siebie. Jak wspominałam 5 Aleja jest niesamowita, wiele tam różnorodności, kolorów, wszędzie piękne, wysokie wieżowce, a między nimi niesamowite stare budowle. Mnie zachwyciła katedra św.Patryka. Sam budynek strzelisty, pojawia się wśród ogromnych wieżowców i robi ogromne wrażenie. Oczywiście weszłyśmy, zapaliłyśmy świeczkę w pewnej intencji (jak to w amerykańskich filmach bywa), nie wchodziłyśmy dalej, ponieważ znowu stała ochrona i sprawdzała zawartość toreb. Usiadłyśmy przed Katedrą, żeby odpocząć a przy okazji oglądałyśmy czerwony dywan naprzeciw i promocję filmu „Mumia” z Tomem Cruisem. Niestety głównego aktora nie było, ale było kilku innych. Po zregenerowaniu ruszyłyśmy dalej. Szłyśmy mijając piękne sklepy Gucci, Louis Vuitton, Michael Kors, Victoria’s Secret, Versace, Cartier, Rolex, Ferrari, Dolce & Gabbana.

Informacyjnie- To w tych długich włosach to Pan z pięknym makijażem, piórami we włosach i ogólnie chyba inspirowany Prince’m- makijaż na to wskazywał.

20170607_180153 20170607_180535 20170607_180804

Pierwszym naszym celem był Empire State Building. Chciałam, żebyśmy od tego zaczęły zwiedzanie, ponieważ tam zamawiałam City Pass i tam miałyśmy otrzymać książeczkę z karnetami na resztę atrakcji- Top of the Rock, Muzeum Historii Naturalnej, The MET, Muzeum 11 września i statek Circle Line Cruise dookoła wyspy. Dotarłyśmy bez najmniejszych problemów. Na Manhattanie ulice i Aleje przecinają się tworząc szachownicę, więc bardzo prosto nawigować. Empire- piękny budynek, dość wysoki, ale już dawno nie najwyższy w NY, za to chyba najbardziej znany symbol. Za to równie chętnie odwiedzany. Ludzi dość dużo. Pierwsze wrażenie po wejściu- przepych. Przepięknie zdobione ściany i moje wymarzone zdjęcie na tle ściany, na której widnieje Empire w promieniach słońca. W kolejce chwilę stałyśmy, ponieważ jak wszędzie w Nowym Jorku kontrola bagażu, torebek, żadnego jedzenia i picia. Wjechałyśmy na 86 piętro. W windzie towarzyszyły nam piękne obrazy wyświetlane na suficie. Cudowny widok. Z tarasu widokowego rozciągał się widok na cały Manhattan. Z jednej strony widok na dolny Manhattan, z drugiej Central Park. Jednak widok Central Parku najlepszy jest z Top of the Rock. To był nasz pierwszy taras i widok zapierał dech w piersiach. Rozejrzałam się wokół. Przypatrzyłam gdzie są nasze atrakcje, które miałyśmy zwiedzać w następne dni. Wi-Fi w Empire dostępne, więc zadzwoniłyśmy do domu i zrobiłyśmy telekonferencję. Mój mąż kiedy zobaczył widoki z Empire dosłownie się wkurzył i powiedział, żebym do Niego więcej nie dzwoniła. Nie dziwię mu się, bo widoki przepiękne, zapierające dech, a Jemu wizy nie dali! Każdy by się zdenerwował! Ale… ja zrobię wszystko, żeby Go tam zabrać! Poruszę niebo i ziemię, a pojedzie tam ze mną! Wracając do tematu- ludzi dużo, ale dla każdego miejsce się znajdzie, jest gdzie zrobić zdjęcie, jest gdzie nakręcić film. Z góry piękny widok na cały Manhattan. Kilka atrakcji pokazałam Wiktorii i ruszyłyśmy dalej. Poszłyśmy Piątą Aleją podziwiać piękno Nowego Jorku.

Następnie Trump Tower- policja z długą bronią, zamknięta ulica, pełno ludzi robiących sobie zdjęcia z policjantami, przed wejściem, wchodzących, wychodzących. Dalej budynek Biblioteki Publicznej- stary, piękny, znany tylko z filmów. Cudowny widok. Ale dziś nie czas na zwiedzanie, idziemy dalej. Rockefeler Center i dziewczynka-baletnica, siedząca pośrodku. Jak tam jest cudownie! Fantastycznie! Pełno ludzi, uśmiechniętych, zadowolonych. Oczywiście są bezdomni, są biedni, są żebracy- widać ich wszędzie. Jednak nie są nachalni, są wręcz sympatyczni. Pamiętajcie, że oni też konkurują! Każdy z nich wie, że musi w jakiś sposób zdobyć pieniądze i starają się różnymi sposobami. Albo grają- na wszystkim, albo śpiewają, albo ćwiczą, wyskakują, robią sztuczki- są bardzo kreatywni, chyba Nowy Jork zobowiązuje :) Chodziłyśmy i odpoczywałyśmy, tam wszędzie są jakieś skwerki, miejsca do odpoczynku, miejsca gdzie można posiedzieć, popatrzeć na ludzi, rozejrzeć się dookoła. Jadłyśmy w food truckach, które są wszędzie obecne. Jedzenie nie jest pyszne, ale zjadliwe. Oczywiście przeszłyśmy się na Times Square- świetne miejsce. Niektórzy twierdzą, że bardzo hałaśliwe, nieznośne, pełne ludzi. Oczywiście, że tak jest- to Times Square! To miejsce szalone, pełne postaci z kreskówek i filmów, dziwnych instalacji, ludzi siedzących na czerwonych schodach, jedzących na ulicy, siedzących gdzie popadnie. Fajnie tam- skończyło się na tym, że codziennie tam wracałyśmy. Przede wszystkim dlatego, że tam dojeżdżałyśmy metrem i dalej szłyśmy pieszo. Tam jadłyśmy Big mac’i, frytki i piłyśmy Coca Colę w Mc Donalds’ie, tam też kupiłyśmy kosmetyki w M.A.C.’u (ach ta moja fioletowa szminka) i tam kupiłam zabawki dla dzieci w sklepie Disneya. Ceny? Jak na Nowy Jork porównywalne do naszych polskich. Zdziwienie pełne, że tam mogę kupić coś w tych samych cenach albo nawet trochę niższych. W Hard Rock Cafe na Times Square kupiłam mojemu mężowi koszulkę i buty w Champs. Sobie kupiłam kilka rzeczy w H&M’ie. Przy Piątej Alei w Victoria’s Secret kupiłam też piękną bieliznę i perfum, który powala zapachem. Po ten perfum pojadę nawet na koniec świata! Przyznam szczerze, że do VS wracałyśmy kilka razy :) Szłyśmy powoli z powrotem do naszego mieszkania w East Village, po drodze wstąpiłyśmy na Grand Central Terminal, obejrzałyśmy cały dookoła, przeszłyśmy wzdłuż i wszerz- zrobiłam pamiątkowe zdjęcie przy słynnym zegarze na środku Grand Central i kupiłyśmy w metrze metrocard, żebyśmy mogły następnego dnia jechać na Brooklyn spotkać się z panią Magdą- naszą przewodniczką. Po drodze zrobiłyśmy sobie zdjęcia przy Flatiron Building- słynnym żelazku. Robiło się już ciemno, więc trzeba było trochę przyspieszyć. Małe zakupy na 14 ulicy- woda, chleb i szynka, i do domu na 12 ulicy.

W domu ok.21.00, telefon do domu do Polski, że wróciłyśmy całe i zdrowe- mimo tego, że tam już 3 rano. Wszyscy czekali z utęsknieniem na telefon i pierwsze relacje z wielkiego miasta :) Opowiadałyśmy z wypiekami na twarzach. Super dzień :) Później kąpiel i spać, bo następnego dnia wczesne wstawanie i jazda na Brooklyn :)

Opublikowano Kuchnia, Miłość, Nowy Jork, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki, Zakupy | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nowy Jork moimi oczami :) zapraszam w niesamowitą podróż :)

Tak, już po :) Wyleciałam, wróciłam. Coś jakby sen! :) Najpiękniejszy :)

Ale wróćmy do 6.06.17 godz. 4.00 rano. Spakowana, czekanie na brata, bratową i Wikę. Podróż do Warszawy minęła w lekko nerwowej atmosferze. Dwie dziewczyny wylatują w bardzo daleką podróż- same! Ja świadoma coraz bardziej, że jadę z dzieckiem, za które będę tam odpowiedzialna. Dopiero w tym momencie dotarło do mnie na co się porwałam, ale… nie ma odwrotu- jedziemy. Wierzę, że dam radę. Ogromny strach przed lataniem. Na szczęście mam przy sobie mojego kochanego męża, który tuli mnie i wspiera. Żałuje bardzo, że nie może z nami jechać. Dotarliśmy na miejsce. Lotnisko, jak się poruszać, gdzie iść? Pierwszy raz! Naprawdę! Nigdy wcześniej nie lataliśmy, bo panicznie się bałam. Jakoś poszło. Chwilę postaliśmy, pogadaliśmy, czas pożegnania- jakbyśmy wylatywały co najmniej na rok. Po odprawie siedzenie i czekanie na nasz samolot. Niestety okazało się, że jest opóźnienie – jakaś awaria. No akurat to coś dla mnie! Pierwszy lot a tu awaria samolotu? Poczułam, że nogi mi się uginają. Kontakt z resztą na tarasie widokowym był cały czas. Denerwowali się dlaczego nie wylatujemy. Jeszcze chyba nigdy mi się tak nie dłużyło. Podstawili inny samolot, możemy wsiadać. Strach, gorąco, zimno, idę „rękawem”, łykam ślinę, gorąco, zimno. Wchodzę na pokład samolotu, witana przez uśmiechniętą stewardessę. Mi niestety tak do śmiechu nie było. Siadamy na swoich miejscach- przy oknie. Kręci mi się w głowie. Cholera czy ja to przeżyję? A jak coś się stanie? Szybko odganiam złe myśli. Trochę minęło zanim samolot się zapełnił. Ruszamy, powoli wjeżdżamy na pas startowy. Podrywamy się w górę- straszne uczucie, chociaż nie jest aż tak źle. Lecimy. Stwierdzam otwarcie, że start, lądowanie i zmiany wysokości są najgorsze- głowa szaleje. Ale te 8 godzin w powietrzu na jednej wysokości nie było aż takie złe. Widoki fantastyczne. Lecieliśmy nad Grenlandią! Tego się nie spodziewałam!

Wylądowaliśmy na JFK. Nowy Jork. Jesteśmy. Teraz tylko odprawa, krótka rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym i idziemy na postój Yellow Cab! Oczywiście po drodze zaczepiają różni tacy, którzy za „okazyjną” cenę mogą zawieźć dokąd się zechce. Okazyjna jest tylko na początku, później okazuje się, że przepłaca się 100%. Dlatego biorę Wikę przed siebie, ma nie reagować, nie oglądać się i nie zwracać na nich uwagi- idziemy do taksówek. Tam wita nas miło Afroamerykanin, do auta walizki pakuje przemiły Chińczyk. Podajemy adres i ruszamy. Dogadujemy cenę- wychodzi 63$, ale bez napiwku. Finalnie płacimy 75$ i wszyscy są zadowoleni. Droga do naszego miejsca zamieszkania nieciekawa. Miły Chińczyk jechał jak z przysłowiowymi „pyrami”! Wtedy myślałam, że naprawdę mu pawia puszczę- w aucie waliło fajkami- pierwsze wrażenie „ups, to naprawdę mój ukochamy NY?”. Po drodze żadnych fantastycznych miejsc, żadnego symbolu, który pokazałby mi, że to Nowy Jork. Dotarłyśmy na miejsce- kamienica ze schodami przeciwpożarowymi – jak to w amerykańskich filmach. Podziękowałyśmy i dzwonimy pod adres podany a tam cisza! Jeszcze raz i jeszcze i jeszcze- nikogo nie ma! Chyba mnie szlag zaraz trafi. 7 tysięcy kilometrów od domu, zimno, zmęczona, a tu gospodarz nas olał? Co tu zrobić? Szybka myśl- potrzebujemy wi-fi, które gdzieś pewnie jest, ale na pewno nie na ulicy. Idziemy poszukać knajpki, baru, w którym będzie i wtedy skontaktuję się z George’m. Przeszłyśmy wzdłuż ulicy, wszystko pełne ludzi. Stwierdzam, że idziemy pod dom i będziemy czekać. Wróciłyśmy. Stoi tam facet, który z kimś pisze na telefonie. Podchodzę do niego i moim angielskim mówię o co chodzi. Chwilę zajęło zanim zrozumiał, że potrzebuję wi-fi. Zabiera nas do swojego mieszkania! To w tym budynku, gdzie my mamy wynajęty pokój. Facet okazuje się miłym Chrisem, który co prawda nie znał George’a, ale udostępnił nam swoje wi-fi. Napisałam do gospodarza, że my już jesteśmy i czekamy. Po jakiejś chwili otrzymałam informację, że On jest, ale nas nie ma! Wytłumaczył jak mamy trafić do Jego mieszkania, podziękowałyśmy Chrisowi za pomoc, za szklaneczkę wody i poszłyśmy. George był bardzo zdziwiony tym, co usłyszał od nas. Powiedział, że jeszcze nigdy nie zdarzyła się taka sytuacja i nikt nikomu tak po prostu nie pomógł! Dziwne, bo Chris był bardzo miły i nie miał żadnego problemu z pomocą :) czyżby to urok osobisty polskich dziewczyn? :) Powiem szczerze, padłyśmy na łóżka, bez kąpania, bez zbędnych ceregieli. Tylko skontaktowałyśmy się z bazą w Polsce, bo tam przecież wszyscy czekali na sygnał. Mało tego – śledzili nasz samolot w internecie! Widzieli gdzie lecimy, co się dzieje itd. Nic nam się nie chciało, zasnęłyśmy jak zabite. Zwiedzanie i obmyślanie planu zostawiłyśmy na drugi dzień.

Zdjęcie z drogi do Warszawy

20170606_074232

Czekanie na lotnisku- 2 godziny!

20170606_120650

Już w samolocie.

20170606_135858

Posiłki w samolocie :) dobre, ale niestety sałatka z majonezem na drugi dzień dała mi popalić!

20170606_15535720170606_193742

A to widoki na Grenlandię :)

20170606_171938_001 20170606_174607_001

Pierwsze zdjęcie po wyjściu z lotniska

20170606_182645

W trakcie jazdy Yellow Cab :)

20170606_185953 20170606_190004

Kolejny wpis z dalszą częścią opowieści niebawem :)

Teraz spać, bo jutro niestety powrót do pracy. DOBRANOC :)

Opublikowano Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Nadchodzi godzina zero….

To już… zaraz… jeszcze tylko kilka godzin i ruszamy na lotnisko :) Brzuch mnie boli, w żołądku się kotłuje, podekscytowanie sięga zenitu. Strach nie pozwala niczego przełknąć! Co to będzie? A może się wycofać? Może jednak zrezygnować? Po co mi to?

Aaaaaaaa….

Przecież to moje marzenie- największe, najważniejsze, wyczekane :) Jutro o tej godzinie będę jechać żółtą taksówką przez Most Brookliński na Manhattan do naszego mieszkania :) Jutro będę oglądać inny świat, kosmos! Jestem ogromnie podekscytowana. Cudownie!

Walizki spakowane. Wszystko zabrane. Miejsce na to, co ewentualnie kupię na miejscu zrobione :) Wika w sumie więcej kupi niż zabiera ze sobą. Byłam u Niej, też podekscytowana, uśmiechnięta. Świetnie widzieć bliską osobą tak radosną, i ciepło się robi na sercu wiedząc, że to moja zasługa :) Uwielbiam dawać szczęście ludziom :)

Mam już kolejne pomysły, tym razem myślę nad prezentem dla męża na 40 urodziny, które będą za dwa lata :) to musi być jakaś petarda! I będzie :) Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli :)

Tymczasem ostatnie przygotowania i fruuuuu…. w marzenia :)

Opublikowano Dobro, Miłość, Podróże, Rodzina, Szczęście, Urodziny, Wycieczki | Otagowano , , , , | Skomentuj

Jeszcze jeden dzień! :)

Ale mam stracha! Coraz bardziej się boję! Jednak częściej myślę o tym co zastanę na miejscu niż o samym locie :) Staram się sama siebie uspokajać. Nikt nie wie, nie widzi moich nerwów. Mogą jedynie zobaczyć moją irytację na wszystko.

Dzieci spakowane, ja jeszcze nie. Jutro odwożę pierdoły do szkoły i przedszkola, później ich torby do babci- sporo tego- tornister do szkoły, torba z rzeczami, worek na wf, plecak na treningi; Pola za to ma swoją torbę z ciuchami, plecak z ciuchami na balet, spakowała jeszcze jeden plecak i władowała do niego zabawki i ciupagę! :)

Niko jest świadom gdzie jadę i co się dzieje. Wie, bo ogląda w TV różne programy. Rozumie gdzie lecę, po co, gdzie to jest. Pola nie jest świadoma, wie tylko, że jedzie do babci na wakacje i się cieszy. I dobrze. Nie będzie się denerwować jak Niko. Oglądał kiedyś program o katastrofach lotniczych i niestety wystraszył się, że coś może się stać podczas lotu. Wytłumaczyłam mu, że samoloty są bezpieczne i nic się nie stanie. Mam nadzieję, że Go uspokoiłam i już o tym nie myśli. Niko jest bardzo uczuciowy i ma swoje przemyślenia. Pola jest inna, ma wszystko gdzieś.

Jest już prawie 22.00 a ja nie mam nic spakowane! Boję się, że czegoś zapomnę, że nie zdążę. Jutro jeszcze kilka rzeczy muszę załatwić, aktywować kartę kredytową, wejść do T-Mobile, kupić dzieciakom sandały, spodnie do Nikodema na wesele.

No nic- piwko i pakowanko :)

Trzymajcie kciuki :)

Opublikowano Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki | Otagowano , , , | Skomentuj

Airbnb przypomina :)

 

 

 

Nawet airbnb przypomina o tym, że już czas. O matko….. :)

Nowy Jork czeka :) a ja taka nieprzygotowana! :)

Czas się pakować!
Czas podróży się zbliża. Nowy Jork już czeka.
88a4e3ac-d2ca-49da-b647-1dd751ae6407.jpg

East Village Easy Living (upto 3ppl)

Opublikowano Miłość, Pieniądze, Podróże, Szczęście, Wycieczki | Otagowano , , | Skomentuj

9 dni :)

To już niebawem :) Jestem szczęśliwa :) Myślę intensywnie, żeby jak najlepiej zorganizować cały pobyt. Myślę, żeby zorganizować wszystko tu na miejscu, bo przecież cała moja familia zostaje! Dzieci będą chodzić do szkoły i przedszkola, będą różne zajęcia, wycieczki, więc trzeba o wszystkim pomyśleć. Babcia będzie czuwać cały tydzień- najukochańsza na świecie :)

A ja! Głowa pełna od pomysłów, myśli, pytań, wątpliwości. Aaaaaaa… żebym niczego nie zapomniała, żebym o wszystkim pomyślała, żeby wszystko się udało!

A po przyjeździe jeszcze wesele! Buty dla męża- trzeba kupić już teraz, bo później już nie będzie czasu, Niko nie ma ciuchów! Aaaaaa… oszaleję! A ja co mam spakować??? Biorę długopis, notes i już! Wszystko musi być spisane!

Tralalalalalala … NYC niebawem :) Tralalalalalalala ……

Opublikowano Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki, Zakupy | Otagowano , , , | Skomentuj

New York, New York- to już za 2 tygodnie :) yupiiii

Nie mogę uwierzyć! Trzęsę się już ze strachu przed lotem. Jak to będzie? Zastanawiam się. Jak wygląda lot? Czy moja głowa oszaleje? Czy wytrzymam tyle godzin? Mam nadzieję, że moja głowa nie zwariuje i nie zacznie myśleć- jestem wysoko, nic mnie nie trzyma przy ziemi, pode mną ocean, a jak coś się stanie i zaczniemy spadać? Tego boję się najbardziej- ataku paniki. Bardzo chciałabym mieć obok siebie mojego męża, który by mógł mnie przytulić, uspokoić. Czułabym się bezpieczniejsza. Niestety – nie pisałam tego, ale był dwa razy w ambasadzie i nie dostał wizy. Jest strasznie rozgoryczony, ja też. Kit ze straconą kasą, ale straciliśmy szansę na fajny czas, który moglibyśmy spędzić razem. Razem moglibyśmy przeżywać najpiękniejszą podróż życia. Szkoda, straszna szkoda. Ja jednak jestem gotowa na każde wyzwanie, byle mieć możliwość zobaczenia mojego ukochanego Mostu Brooklińskiego, Central Parku, Terminalu Grand Central i wielu innych wspaniałych miejsc.

Cały czas myślę- co jeszcze potrzebuję? Walizkę na bagaż podręczny zamówiłam, bo stwierdziłam, że lepiej mieć więcej miejsca do spakowania- może coś tam kupię to będę miała gdzie się spakować :) Ubezpieczenie- ważna sprawa. Najlepiej kwota bez limitu, żeby w razie czego mieć zabezpieczenie i nie musieć się martwić, że w kraju będzie trzeba zaciągać kredyt. Co jeszcze? Już chyba wszystko załatwione, kupione, zrobione.

Najgorsze, że w ostatnim czasie dzieje się tak dużo niedobrego. Na Times Square pijany/naćpany facet wjechał w tłum ludzi- nieciekawie, w Manchester Arena zamach terrorystyczny. Strach mnie oblatuje na samą myśl. Jestem jednak pełna optymizmu i wiary w to, że będzie dobrze. Przecież codziennie miliony ludzi latają po całym świecie. Przecież codziennie jeżdżę do pracy- na drodze różnie bywa. Każdy z nas ma swoje przeznaczenie. Myślę, że będzie dobrze. Już układam w głowie i rozpisuję w notesie gdzie i kiedy pójdziemy. Najlepsze jest to, że mamy załatwioną Magdę – przewodniczkę. Udało się zorganizować grupę sześciu osób do zwiedzania i nie musimy płacić 450$ za dzień, tylko 80$ od osoby :) Tym samym 8 czerwca będziemy zwiedzać Brooklyn w towarzystwie Magdy i kilku innych osób. Marzyłam o tym. Bałam się trochę sama jechać w tamten rejon, to jednak daleko z Manhattanu i mogłabym czasem metrem do Kanady dojechać :)

Nie, nie wierzę! Ja i Nowy Jork? Czy to prawda? Czy tylko sen? Może się zaraz obudzę i wszystko okaże się wielką ściemą?

Nieeeee, to prawda! Jadę… niebawem… już za chwilę :) Spełnia się! Największe marzenie mojego życia, najpiękniejszy sen.

wielkie jabłko

Opublikowano Dobro, Miłość, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki, Zakupy, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Zbigniew Wodecki nie żyje, kolejna ogromna strata :(

Dziś zrobiło mi się bardzo przykro, kiedy w pracy przeczytałam wiadomość o śmierci Zbigniewa Wodeckiego. To fantastyczny człowiek, wspaniały artysta. Ten głos, ta trąbka i skrzypce będą mi towarzyszyć zawsze. Uwielbiam Go. W tym roku mężowi na urodziny sprawiłam płytę z największymi przebojami Pana Wodeckiego.

Cóż… będzie grał tam- do góry, im będzie umilał czas dźwiękami trąbki i swoim cudownym głosem. Nam zostały Jego płyty i muzyka, która jest wieczna.

Ogromna strata. Żal. Smutek. Szkoda. Wielka szkoda.

„…do znajomych drzwi pukać myśląc czy,

czy nie stanie w nich czasami,

tamten chłopak ze skrzypcami…”

Ach… smutno :(

[*]

images

Opublikowano Dobro, Miłość, Muzyka | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Pierwsza Komunia Święta Nikodema

Nadszedł maj- czas komunii. Ja również w tym roku uczestniczyłam w tym ważnym wydarzeniu. Nie mogę uwierzyć, że Niko jest już tak duży.

Przygotowywał się długo. Próby w kościele, uczenie modlitw, pieśni. Spotkanie z właścicielką restauracji, gdzie mieliśmy poczęstunek dla gości, alba, buty, koszula, garniturek. Biegania trochę było, ale warto. Owszem, wcześniej nie chodziliśmy do kościoła, nie byłam z siebie wówczas zadowolona. Jestem katoliczką, w tej wierze wychowana, od małego chodziłam do kościoła. Zawsze szłam do kościoła z chęcią. Śpiewałam w chórku kościelnym- jak sobie przypomnę to śmiać mi się chce. Ja- wtedy głos jak anioł, dziś już lekko zachrypnięty, żeby nie powiedzieć przepity :) Jako dziecko katolików mam wszystkie sakramenty- chrzest, komunia, bierzmowanie, no i był też ślub kościelny. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym żyć bez ślubu.

W dzisiejszych czasach niestety jestem trochę oderwana. Coraz więcej ludzi rezygnuje z sakramentów. Oczywiście niech robią co chcą, co im podpowiada intuicja, serce czy rozum. Ale bardzo nie lubię tekstów „a co ci kościół da?”, nienawidzę! Jakoś nigdy w ten sposób do tego nie podchodziłam. Raczej chodziłam z potrzeby serca. Był taki czas, że przestałam chodzić. Nie przestałam wierzyć, nie! Po prostu zawsze miałam coś lepszego do roboty, nie miałam czasu, byłam leniwa. Jednak czułam, że czegoś mi brakuje. Niedziela zawsze kojarzyła mi się z kościołem. Bardzo mi tego brakowało. Ale komunia Nikodema wymusiła na mnie dyscyplinę i regularne wyjeżdżanie w niedzielę, żeby się pomodlić. Chcę, żeby moje dzieci też chodziły do kościoła. Dzieci są ochrzczone, Niko ma komunię i będą mieć wszystkie sakramenty. Wychodzę z założenia, że sakramenty niczego nie zmienią w ich życiu, po prostu będą je mieć. Jeśli wybiorą inną drogę w swoim życiu, inne wyznanie, to już ich sprawa.

Wracając do Komunii Świętej Nikodema- było pięknie- mimo deszczowej pogody. Trochę nerwów, bo pod znakiem zapytania był przyjazd wyczekiwanej chrzestnej z rodziną- na szczęście stan zdrowia Asi się poprawił i mogła przyjechać. Jeszcze nigdy nie cieszyłam się tak bardzo z sms’a o 6 rano. Wszyscy pięknie, odświętnie ubrani. Nikodem w białej albie, od rana skupiony. Dużo z Nim rozmawiałam o tym dniu. Mówiłam, że najważniejsze jest to, że przyjmie Pana Jezusa do swojego serca. Nie chciałam. żeby dla Niego w tym dniu liczyły się pieniądze i prezenty- nie na tym to polega! W kościele było bardzo uroczyście. Wszystko wyszło wspaniale. Po mszy pojechaliśmy do restauracji, gdzie czekała już cała obsługa i stoły pięknie przystrojone. Jedzenia było baaaardzo dużo. Najważniejsze, że goście najedzeni i zadowoleni. Nikodem dostał aparat od chrzestnej i pieniądze. Wszystkie torby z prezentami stały na specjalnie uszykowanym do tego stoliku. Nikodem wcale się nimi nie interesował. Widać wziął sobie do serca moje słowa. Jestem dumna z mojego mądrego syna. Było miejsce dla dzieci, gdzie mogły się bawić, porysować, usiąść przy stoliku i zjeść chipsów czy popcornu. Mimo brzydkiej pogody dzieci były cały czas zajęte. Była też bryczka i krótki przejazd dla dzieci. Jak wróciliśmy do domu pod wieczór byliśmy zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Nikodem nie dopytywał o kasę, bo wiedział co o tym myślimy. Za te pieniądze ma kupione płyty z grami na xbox’a i dostanie jeszcze hoverboard’a o jakim marzy. Powiedzieliśmy mu o tym- mocno nas przytulił i bardzo się ucieszył.

To był bardzo wyczerpujący dzień, ale wszystko się udało, więc możemy być z siebie zadowoleni. Cieszę się, że to już.

Opublikowano Dobro, Miłość, Rodzina, Szczęście, Wiara | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Keratynowe prostowanie włosów

Jestem kobietą, marzę o pięknych, długich, lśniących włosach. Każda kobieta chce mieć piękne i zadbane włosy. W reklamach pokazywana są kobiety z fantastycznymi włosami, nienaturalnie gęstymi. Włosy to atrybut kobiecości, dlatego tak trudno kobietom, które są po chemii zaakceptować fakt ich utraty. Widziałam wiele historii kobiet, które nie potrafią się pogodzić z tym, że nie mają włosów. Wiele z nich mówi o tym, że czują się zwyczajnie nagie.

Zawsze marzyłam o długich, pięknych, lśniących włosach. Chciałam, żeby mama wiązała mi kitki, warkocze, upinała je na różne sposoby. Niestety całe dzieciństwo miałam krótkie włosy, bo tak mi się pięknie kręciły- jak pierścionki! Nienawidziłam tego i jak tylko mogłam w tej kwestii coś powiedzieć i postawić na swoim, zapuściłam je. Nigdy nie udało mi się zapuścić długich, takich jak chciałam- kręcone po prostu nie rosną! Co trochę urosły to się pokręciły i tyle było widać. Cóż, takie życie. Zostało mi tylko przedłużenie :)

Pomyślałam o tym, żeby zrobić keratynowe prostowanie, ale… no właśnie… ale cena! Usłyszałam minimum 350zł, ale to wszystko się okaże podczas zabiegu. Czyli może być i 400??? Nigdy w życiu. Ale tu z pomocą przyszła mi koleżanka z pracy- dzięki Paulina :) 250zł jest do zaakceptowania, więc bez problemu umówiłam się i już jestem po zabiegu. Opłacało się! Włosy lśniące, piękne, miękkie, układające się i wyglądają tak zdrowo, jak nigdy. Nie mam zupełnie prostych, ponieważ moje włosy mają dość mocny skręt, ale wyglądają cudownie. Teraz wystarczy tylko umyć, wysuszyć i już :) i tak pół roku :)

Gorąco polecam :)

przedkeratyną keratynowe włosy

Opublikowano Pieniądze, Uroda | Otagowano , , , , , , | Skomentuj