Rozwody…separacje…rozstania…smutna rzeczywistość

Nie nadaję się do aktualnego świata! Jestem przekonana, że powinnam żyć w innych czasach- w czasach romantyzmu. Nastał taki okres, że ludzie masowo się zdradzają, rozstają, żyją jak chcą. Każdy myśli o sobie, każdy chce zająć się sobą, patrzeć na siebie. W dzisiejszym świecie nie zwraca się już takiej uwagi na drugiego człowieka, na partnera, na męża. Co się liczy? JA! Muszę mieć czas dla siebie, żeby się zrelaksować, żeby pobyć ze sobą. A gdzie miejsce dla rodziny, dla tej drugiej połowy? Spełniamy swoje marzenia, realizujemy swoje plany. Jak to jest? Co się stało z tym światem?

Wszędzie pełno tragedii, jak nie zabójstwa, samobójstwa, to gwałciciele, pedofile, ludzie znęcający się nad dziećmi, żonami, mężami, zwierzętami. Ja się wypisuję z takiego świata. Ja się boję!

Nie powiem- chcę realizować swoje marzenia, mam do zrealizowania swoje plany, ale… no właśnie jest takie małe „ale”- to moja rodzina. Nie, nie ograniczają mnie w żadnym stopniu. To nie tak, że mam rodzinę, która zakazuje mi pewnych rzeczy. Ja sama wiem, że mogę marzyć o mieszkaniu w innym miejscu, innym kraju, ale są pewne sprawy, które trzymają mnie tutaj. Gdybym chciała pracować gdzie indziej musiałabym rozstać się z moją rodziną, a tego bym bardzo nie chciała. Mogę wyjeżdżać, żeby na przykład zobaczyć Nowy Jork, ale najlepiej gdyby moi bliscy byli ze mną- pokazałabym im o co chodzi. (Oczywiście w planach jest rodzinny wyjazd na wakacje do NY :) Myślę o tym, że możemy robić coś razem, że możemy przeżywać piękne chwile wspólnie- razem- całą rodziną.

Kiedyś usłyszałam, że po tylu z moim mężem jesteśmy jak brat z siostrą! Co za bzdura! Jesteśmy razem od 20 lat, znamy się bardzo dobrze, znamy swoje myśli, reagujemy podobnie na pewne rzeczy. Śmiejemy się z tych samych żartów. Jest nam bardzo dobrze razem. Mało tego- jest coraz lepiej! Wiem, że wielu nasze szczęście kłuje w oczy, ale to nie mój problem. Wiem, że wielu myśli, On ma przerąbane, tyle czasu z jedną „babą”, a nam tak dobrze. Jestem przekonana, że Jemu jest z tym dobrze, a to dlatego, że nie zaniedbałam się po ślubie, po urodzeniu dzieci. Staram się cały czas wyglądać coraz lepiej, robić wszystko, żeby w domu było miło, żeby nasze życie było kolorowe. I to się póki co udaje. Staram się „ogarniać” jak najwięcej rzeczy, bo wiem, że mąż ma dużo na głowie i nie byłby w stanie zapamiętać wszystkiego. Kto gotuje w domu, kto zajmuje się dziećmi, kto sprząta, kto odrabia lekcje z synem, kto przygotowuje potrzebne rzeczy do szkoły i przedszkola, kto chodzi na zebrania, kto płaci rachunki? Ja. Mimo, że chodzę do pracy, to wiem, że jestem w stanie zrobić to lepiej, oczywiście swoim zwyczajem mam wszystko zapisane. Wiem co, kiedy i gdzie.

Wiele osób dziwi się, jak można tak wytrzymać. Jak można mieć taki banalny podział, kobieta -dom, dzieci, gary, mężczyzna- praca i wszystko co wokół domu. Dla mnie to normalne. Nie ma u nas kłótni, nie ma zbędnych rozmów. Nie ma fochów. Za to są rozmowy, jeśli jest problem mówimy sobie wprost o co chodzi. Szkoda czasu na ciche dni i bezsensowne „domyśl się”.

Nie wiem czy znalazłam receptę na udane małżeństwo i szczęśliwe życie. Wiem jedno- my jesteśmy szczęśliwi. Mam nadzieję, że tak będzie już zawsze.

Opublikowano Dobro, Miłość, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Uroda, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Diana- księżna ludzkich serc

Co można robić w taki wieczór? Dzieci, mąż już śpią a ja z lampką wina oglądam jakieś pierdoły w TV. Trafiam na program poświęcony księżnej Dianie. Wywiad rzeka. Sama Diana opowiada w tym programie o swoim życiu. Mówi dużo. O życiu, rodzinie, mężu-tym brzydalu księciu Karolu, o dzieciach, o bulimii, z którą zmagała się aż do tragicznej śmierci. Opowiada o romansie męża z Kamilą, o tym jak odważyła się z nią o tym porozmawiać. Bardzo dużo bólu w tej rozmowie. To straszne.

Każdy z nas patrzył na to z boku, każdy podziwiał, zazdrościł i myślał- życie w królestwie musi być strasznie fajne, ekscytujące, pełne wspaniałych podróży, spotkań z ciekawymi ludźmi. Z tego, co mówiła Diana jej życie było pełne bólu, rozterek, rozmyślań, płaczu. My widzieliśmy tylko i wyłącznie splendor, bogactwo, uśmiech przyklejony do twarzy Diany i Karola. Później okazało się, że to nie było szczere, że to praktycznie była fikcja.

Ile jest takich historii??? Pewnie całe mnóstwo. Jednak przy tej kolejny raz popłakałam się jak dziecko. Kiedy zobaczyłam mnóstwo kwiatów pod pałacem po Jej śmierci, kiedy kolejny raz pokazali Jej pogrzeb i dzieci idące za trumną ukochanej mamy. Przy trumnie koperta z napisem „Mummy”. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co musiał czuć Wiliam czy Harry. Potrafili się zachować nawet w takiej sytuacji- książęce dzieci- tak wychowane! A co było w ich sercach?

Diana była cudowną, szczerą, piękną osobą. Taką ją zapamiętam na zawsze.

Opublikowano Dobro, Miłość, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Święta, Święta …. już niedługo :)

Cieszy mnie ten właśnie okres, ten czas, kiedy jeszcze nie grudzień a już są reklamy, wszędzie oznaki zbliżających się świąt. Lubię to.

Święta mamy tylko kilka dni. W tym roku niefortunnie wypadają w weekend! Dlatego mnie cieszy ten czas przed świętami, kiedy wszędzie możemy oglądać padający śnieg, prezenty, rodzinną atmosferę. Uwielbiam właśnie te święta. Lubię piec pierniki, ubierać choinkę, robić z dziećmi ozdoby choinkowe. Kiedy ma się dzieci te wszystkie rzeczy, przygotowania nabierają innego wymiaru, mają inną moc.

W tym roku troszkę wcześniej, ale nie ma na co czekać- prezenty już są :) na niektóre jeszcze czekam. Dla dzieci, dla męża. To są te osoby, najważniejsze, którym chcę zrobić przyjemność. Jak co roku, w wigilijny poranek dzieciaki obudzą się wcześniej, zejdą na dół, pod choinką będą czekały prezenty od Gwiazdora :) Przybiegną do naszej sypialni, obudzą nas krzykiem, że są prezenty, że Gwiazdor już był. Uwielbiam to. I to rozpakowywanie. I ten zachwyt :) Uwielbiam tą dziecięcą radość, taką szczerą :) Co roku staram się też pakować prezenty w papier, nie w torby, bo rozrywanie papieru jest niesamowite, widzę w tych małych dziecięcych oczkach tą ciekawość, co tam może być :) I to „Mamo zobacz, to jest to o czym marzyłem/marzyłam” :) No ale Gwiazdor wszystko wie, bo ma kamery w lampach i cały rok obserwuje czy są grzeczni :) Ech…

Święta tuż tuż… Kewin…śnieg…reklamy…dzwoneczki…saneczki…Mikołajki… i George Michael – jeszcze nie słyszałam! Nie może być!

A Wy??? Macie już prezenty? Jest już późno, więc radzę już zamawiać, kupować, bo później będzie już tylko gorzej :)

Znalezione obrazy dla zapytania święta bożego narodzenia 2017

Opublikowano Dobro, Miłość, Pieniądze, Rodzina, Szczęście, Zakupy | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Postanowienia… chęć zmiany… co z tego będzie??

Według mnie najlepszy czas na postanowienia czy wprowadzanie jakichkolwiek zmian jest początek roku. Wchodzi się wówczas w nowy czas, przynajmniej ja dostaję kopa i motywacji do zmian. Tym razem jest jeszcze trochę czasu do końca roku, a ja już zaczynam robić postanowienia.

Może to efekt zbyt dużej ilości wolnego czasu. Szkoda, że jest to spowodowane chorobą, ale mam nadzieję, że uda mi się szybko z tego wyjść i będę mogła wrócić do normalnego życia. Nie, to nie jest poważna choroba- przynajmniej na razie nic mi o tym nie wiadomo. Póki co u mnie w domu panuje „jelitówka”. Niko dziś wrócił do szkoły, Pola niestety po tygodniu ma kolejną porcję rewolucji. Tydzień temu były wymioty, teraz rozwolnienie. Ogólnie masakra. Nie lubię jak dzieci chorują. Wczoraj nie wytrzymałam i się popłakałam- ile można słuchać krzyków dziecka i płaczu, bo ją boli, bo nie może zrobić siku, ani kupy… totalna bezsilność! Do tego mnie boli cały czas żołądek, nie mam żadnych rewolucji, tylko ten cholerny ból. Do tego coś na wzór skrętu kiszek. Nie wiem czy to jakaś odmiana jelitówki- może ten cholerny wirus u mnie objawił się w ten właśnie sposób? Dziś wizyta u lekarza- ja i Pola. Moja pani doktor patrzyła na mnie takim wzrokiem, że nie musiała nic mówić- wiedziałam, że myśli tylko o tym, że przyszłam po L4. Ach ta nasza służba zdrowia. Porozmawiałam z nią i powiedziałam co mi się dzieje, co mi dolega już kilka ładnych lat- dostałam skierowanie na badania, między innymi na gastroskopię- tego zawsze się bałam i zwlekałam. Teraz stwierdziłam, że już czas się przebadać i zobaczyć co mi dolega. Ile może boleć żołądek? Kilka lat? To przesada. I to jedno z moich postanowień- zrobić badania- wszystkie, które przekładałam od lat. Przebadać siebie i dzieci. Nikodem musi mieć wizytę u alergologa. Polę też często boli brzuszek, więc może to jakaś alergia? Muszę poświęcić czas i wyjaśnić to wszystko. W końcu zdrowie jest najważniejsze!

Kolejne postanowienie to nauka języka/języków. Na razie zaczynam od powrotu do nauki niemieckiego. Zapisałam się do Leader School. Lekcje odbywają się raz w tygodniu, ale od razu dwie jednostki lekcyjne. Uczy mnie świetna dziewczyna, bardzo pozytywna, sympatyczna, świetnie przekazująca wiedzę. Praktycznie cały czas mówimy. Wzięłam lekcje w grupach, ale tak naprawdę co to za grupa – 3 osoby! Z czego jedna co jakiś odpada. To tak, jakbym miała indywidualne lekcje. Jestem bardzo zadowolona i polecam wszystkim, którzy chcą rozpocząć naukę języka obcego. Myślę, żeby jeszcze zacząć naukę angielskiego, ale niestety nie mam możliwości wygospodarowania jeszcze dwóch godzin po południu na lekcje. Mam dom, dzieci, ich dodatkowe zajęcia. Ale ja coś wykombinuję :)

Co może być kolejnym postanowieniem? To już się robi nudne- oczywiście, że dieta :) i redukcja wagi o jakieś 10 kg :) Wiem, że jak coś sobie postanowię, to tak będzie, więc pewnie i tym razem się uda. Usłyszałam wczoraj, że ten mój ból może być spowodowany glutenem! Tego nie brałam pod uwagę, ale chyba zacznę. Muszę zrobić testy i zobaczyć czy rzeczywiście. Jeśli okaże się, że nie mogę jeść glutenu, wówczas trzeba będzie coś z tym zrobić i zacząć inaczej jeść. W tej chwili nie ma problemu z produktami bezglutenowymi, z przepisami na świetne dania bez glutenu. Boję się jednak, że otaczający mnie świat nie będzie potrafił się do mnie dopasować. Wiecie jak to jest „no zjedz to, przecież od jednego kęsa od razu nie umrzesz”. Zawsze tak jest- masz dietę i wokół pełno życzliwych, którzy częstują cię pączkami, rogalikami, pysznym domowym ciastem :) Wczoraj poczytałam trochę o glutenie, jakie dolegliwości wywołuje i większość ja właśnie mam. Zobaczymy.

Jakie może być kolejne postanowienie?? Tak, tak… powrót do ćwiczeń, jakiegokolwiek ruchu. Powrót, bo ostatnio się mocno opuściłam. Jak już pisałam we wcześniejszych wpisach uwielbiam ćwiczyć z Ewą Chodakowską- mam 8 płyt z Jej ćwiczeniami. Lubię jak mnie motywuje podczas ćwiczeń. Wiem, że niektórych wkurza Jej głos, Jej „twoje ciało może więcej niż podpowiada ci umysł”. Ale na mnie to działa jak kopniak. Lubię ją, chciałabym uczestniczyć w Jej warsztatach, tygodniu metamorfozy. Na razie patrzę sobie na stronie bebio.pl jakie mają oferty, ale kto wie… może kiedyś się wybiorę na taki tydzień :) Do tych ćwiczeń z Ewą chciałabym ruszyć wreszcie orbitrek, bo ostatnio poszedł w kąt. Jeszcze nie robi jako wieszak i zgodnie z tym, co sobie kiedyś postanowiłam nigdy nie będzie robił :) choć tyle :)

Podróże to kolejne postanowienie do spełnienia. Co tym razem? Grecka wyspa całą rodzinką? Nowy Jork z mężem? Trzeba zacząć oszczędzać! Po pierwsze kupić skarbonkę. Po drugie rozplanować dobrze wydatki, resztę kasy z zakupów odkładać. Starać się szukać jak najwięcej oszczędności. Może sprzedać kilka rzeczy. Coś wymyślę. Jak to ja mam w zwyczaju :) Czas opracować plan na przyszły rok- swoim zwyczajem oszczędzanie zaczynam już w tym roku :) Kalendarz na przyszły rok już kupiłam- Ewa Chodakowska będzie mi towarzyszyć każdego dnia :)

Mam też marzenia i postanowienia dotyczące remontu domu. Niestety po dwóch kotach i nieudolnej ekipie remontowej, po 7 latach mieszkania dom wygląda jakby z 20 lat nie było remontu. Nowe łóżka dla dzieci mam już wybrane, tylko jechać i przywieźć. Chciałabym dzieciom uporządkować ich pokoje, żeby wszystko miało wreszcie ręce i nogi. Najlepiej byłoby zgłosić się do programu Doroty Szelągowskiej i wtedy Ona zajęłaby się wszystkim. Z pewnością wymyśliłaby coś fajnego, praktycznego i niesamowitego. Hmmm… a może to jest myśl! Pomyślimy, pomyślimy :)

Marzy mi się powrót do szkoły! Pomyślicie- ogłupiała na stare lata :) ale mi się marzy! Powstaje coraz więcej fajnych kierunków, staram się co jakiś czas zaglądać na strony poznańskich uczelni i sprawdzać jakie nowości się pojawiają. Czy to będzie przyszły rok? Zobaczymy :)

No i oczywiście znaleźć książki i czas na nie :) Uwielbiam czytać, książki mnie uspokajają, i ten niesamowity zapach.

Kiedy obrócę się za siebie na chwilę i spojrzę na 2017 rok, to naprawdę dużo udało mi się w tym roku zrobić, spełnić, osiągnąć. Oczywiście najważniejszym osiągnięciem i spełnieniem jest podróż do Nowego Jorku :) ale oprócz tego było też kilka innych rzeczy. Moje dzieci mają dodatkowe zajęcia- Niko piłkę nożną, Pola balet. Ja mam niemiecki. Doposażyłam salon :) Wyprawiliśmy Nikodemowi komunię. Nadal jestem szczęśliwą mamą, żoną :) życzę sobie nadal tak dobrego życia :)

Wszystkim życzę dobrego życia i spełniania swoich marzeń :)

Opublikowano Biżuteria, Dobro, Fitness, Kino, Kuchnia, Literatura, Miłość, Muzyka, Nowy Jork, Ogród, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Sport, Szczęście, Uroda, Urodziny, Wiara, Wycieczki, Zakupy, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

„Jestem świetna, mam swoje zdanie i innych gdzieś”

Nie, nie, to nie moje myśli ani słowa- dlatego użyłam cudzysłowia. Przeglądając Facebooka bardzo często- za często!- czytam wpisy moich znajomych. Czytam i nie mogę uwierzyć. Z jednej strony to śmieszne, a z drugiej smutne. Już dawno nie widziałam takiej obłudy, takiego zakłamania. Najlepsze jest to, że na FB wstawia jeden z drugim czy jedna z drugą, że jest szczera, nie boi się powiedzieć innym co o nich myśli, że ogólnie ma wszystko gdzieś, a już na pewno to, co myślą o nich inni. A tak naprawdę powiesz takiemu jedno słowo i jest mega burza. Dziś każdy pokazuje jak to ma piękny dom, świetnego męża/żonę, jak to się wszyscy kochają, jakich to nie mają wakacji. Fajnie, ale do pewnego momentu. Do momentu, dopóki to prawda.

Szczerze powiem, że zaczyna drażnić mnie pokazywanie dziwnych emocji, pokazywanie wszystkiego. Drażni mnie kiedy znajomi udostępniają memy o tym, jak nie lubią fałszywości i jak to unikają tego typu sytuacji i ludzi, którzy są fałszywi. A tu w realu spotykam się z niebywałą fałszywością tychże osób. O co chodzi? Co to oznacza?

Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem idealna, że taka fajna i tak w ogóle to anioł, nie. Zdarza mi się zagryzać zęby, szczególnie gdy słyszę głupoty z ust innych, gdy słyszę jazgot zamiast słów. Wielokrotnie mi się zdarzyło. Nie lubię kiedy ktoś pluje jadem. Wiem jak to wygląda, bo kiedyś sama taka byłam. Teraz muszę przyznać, że wolę wiele rzeczy przemilczeć niż powiedzieć dwa słowa za dużo. Życie nauczyło mnie, żeby swoje myśli, odczucia raczej zachowywać dla siebie. Boję się opowiadać o moich prawdziwych odczuciach, bo z doświadczenia wiem, że może to się obrócić przeciwko mnie. Mam kilka osób, z którymi mogę porozmawiać, którym mogę pewne rzeczy powiedzieć, ale nie wszystko!

Zawsze zastanawia mnie to, że takie osoby- dla mnie i według mnie- obłudne, fałszywe, odpychające, mają pełno przyjaciół! Nie znajomych, koleżanek, kolegów- tylko przyjaciół! Co ciekawe Ci przyjaciele w rozmowie potrafią opowiadać takie rzeczy o nieobecnej z nami przyjaciółce czy przyjacielu, że od razu zapala mi się czerwona lampka i słyszę głos „uciekaj”. Bo o czym to świadczy? O tym, że wystarczy, że znikniesz za rogiem a ta sama osoba zacznie mówić tak o tobie. Unikam takich osób. Staram się omijać szerokim łukiem. Niestety w swoim otoczeniu miałam za dużo takich osób i w zasadzie pozbyłam się ich wszystkich.

Uwielbiam ludzi z pasją. Ludzi, którzy z przejęciem opowiadają o swoich przygodach, swoim hobby, o tym, co lubią robić. Lubię ludzi, którzy mają zainteresowania i robią coś fajnego. Lubię słuchać, czytać, chłonąć każde mądre słowo.

Kiedy mi wróci wiara w ludzi??? Obawiam się, że nigdy.

Opublikowano Dobro, Miłość, Szczęście | Otagowano , , , , , | Skomentuj

„Listy do M. 3″ kolejna dawka świąt :)

Wczorajszy wieczór spędziliśmy z mężem w małym kameralnym kinie. Trochę niewygodnie, trochę zimno, ale klimat był. Nie chodzę do kina, bo jakoś nie porywają mnie filmy, które w tej chwili powstają. Czy „Listy do M.3″ mnie porwały?? Niestety nie. Ale od razu chciałabym powiedzieć, że ta część na pewno jest lepsza od drugiej. Tam było dużo chaosu, za dużo historii i rzeczywiście za dużo się działo.

Część trzecia „Listów do M” jest śmieszna, smutna, sensacyjna, ale przewidywalna. Praktycznie każdy wątek można było z łatwością przewidzieć. To, jak zakończą się dane historie, co wyjdzie z danej sytuacji było do przewidzenia. Jest kilka postaci, tych kluczowych, z poprzednich części, ale większość jest nowa. I fajnie. Wprowadzili dużo nowych wątków, nowej energii.

Dużo śmiesznych sytuacji i scen było w wątku Szczepana i Kariny- oni zrobili ten film. To oni spowodowali, że można było się uśmiać. Karina, która nie czuje się dobrze z tym, że została babcią. Nie chce przyznać przed sobą, ani przed światem, że ma tyle lat a nie mniej. Kobieta, która chce zacząć żyć, która chce zrobić coś szalonego, żeby oddalić od siebie myśli o byciu babcią. Szczepan to w tej części wesoły dziadek, opiekujący się wnuczkiem, robiący głupie miny, zachowujący się w irracjonalny sposób, żeby tylko rozśmieszyć szkraba. Nie ma ochoty na szaleństwa Kariny. Ale pewnego dnia pali skręta i wtedy się zaczyna. Adamczyk zagrał to świetnie. Na samym końcu mamy taki zwrot akcji, że już czekam na kolejną część i wierzę, że będę mogła obejrzeć ich dalsze losy.

Trochę śmiesznych scen miał Karolak, ale w tej części przeważyły sceny wzruszające. Jedna scena, kiedy Melchior wchodzi do salonu fryzjerskiego Jolka i zostaje przykuty do fotela, jest świetna i można się uśmiać. Reszta scen to poszukiwanie syna i odnalezienie taty. Wzruszające sceny.

Wątek Małgorzaty i Wojciecha niestety został rozwiązany bardzo smutno. Małgorzaty już nie ma. Wojciech spędza bardzo dużo czasu na cmentarzu, ciężko mu żyć bez swojej ukochanej. Bardzo smutne i wzruszające sceny. Jednak i ten wątek ma fajne, świąteczne zakończenie.

Jest jeszcze wątek Borysa Szyca i Magdaleny Różdżki- fajna historia. Trochę melodramatu, trochę komedii. Karolina i Gibon – czy z tego będzie coś więcej? Zaczyna się nieźle, On wyznaje Jej miłość na antenie radiowej. Ona zaskoczona i lekko zakłopotana. Marząca o prawdziwej miłości, ale nie wierząca, że to może być to. Ich wątek ma różne odsłony, ale magia świąt jak zwykle działa.

I jeszcze jeden wątek- On bogaty dyrektor romansujący z sekretarką, Ona – jego partnerka, podporządkowana mu od wielu lat. Marząca w głębi o prawdziwej miłości i normalnym facecie, który nie będzie jej układał życia. Żyjąca w bogactwie, dostatku, mająca na pierwszy rzut oka dobre życie. Los stawia na jej drodze Rafała, społecznika, weterynarza, który walczy o lepsze życie dla bezdomnych psów. Co z tego wyjdzie?

Warto pójść do kina i obejrzeć. Warto samemu przekonać się co się wydarzy. Jedno jest pewne- wszędzie czuć magię świąt. W „Listach…” obecna jest miłość i wybaczenie. Jesteście ciekawi? Zapraszam do kin :) Ja osobiście polecam :) Wypoczęłam, odprężyłam się i spędziłam cudowny czas :)

Znalezione obrazy dla zapytania listy do m3

Opublikowano Kino, Miłość, Rodzina, Szczęście | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Rodzinne spotkania :)

Niedziela- zazwyczaj imieniny, urodziny i inne uroczystości obchodzimy właśnie w niedzielę. Z uwagi na to, że mój tata we wtorek będzie miał urodziny- postanowiliśmy dziś przyjechać na kawę. Jak zwykle mama upiekła przepyszny serniczek, każdy przyniósł prezent i życzył oprócz zdrowia, wygranej w lotto. Co oznaczają takie spotkania? Po co w ogóle się spotykamy? Czy to na pewno potrzebne? Przecież codziennie przywożę dzieci do rodziców! Przecież chwilę porozmawiamy kiedy je odbieram!

Owszem, ale takie spotkania to co innego. Możemy posiedzieć, porozmawiać, powspominać. Wiele historii usłyszałam po raz pierwszy właśnie na takich rodzinnych spotkaniach. Uwielbiam słuchać taty i mamy jak opowiadają o losach naszej rodziny. Uwielbiam słuchać jak dziadek i babcia byli zesłani do Niemiec do pracy, jak tam się poznali, jak szli pieszo do rodzinnego domu. Szli długo, babcia w ciąży. Co za czasy! Nie ogarniam! Zimy srogie, a oni szli. Dom był dla nich najważniejszy i bardzo chcieli do niego wrócić. Z kolei pradziadkowie ze strony mamy- Volksdeutsche na polskich ziemiach. Nie było im łatwo- gdyby nie dobre serce pradziadka i prababci, cała wieś byłaby przeciwko nim. Ale Oni byli bardzo dobrymi ludźmi, nie donosili na Polaków, nie robili niczego co mogłoby komuś zaszkodzić. Ostrzegali sąsiadów, że Niemcy do nich idą, żeby pochowali wszystko co w tamtych czasach było nielegalne, wszystko czego nie mogli posiadać. Takie historie mrożą krew w żyłach. Ale nie słyszałam tego wcześniej. Jeszcze niedawno byliśmy za młodzi, żeby siedzieć z rodzicami i ich słuchać, teraz rozumiemy jakie to ważne. To nasza historia, tradycje rodzinne.

Nikodem ma w szkole historię. Jutro kartkówka z pojęć związanych z drzewem genealogicznym, tradycją, rodem, patriotyzmem. Przepytałam Go, żeby sprawdzić ile umie. Okazuje się, że mój mądry chłopak słucha i wie bardzo dużo na temat naszej rodziny. Widzi wiele rzeczy. Potrafi powiedzieć jakie pamiątki i po kim mamy w domu. Dumna jestem i wiem, że zabierze to kiedyś ze sobą do swojego domu. W przyszłości również będzie dbał o przekazywanie historii rodzinnych i pamiątek swoim dzieciom.

Mamy dużo pamiątek rodzinnych w domu, dużo dokumentów, starych naczyń, żelazek, luster. To nasze dziedzictwo i nie interesuje mnie czy to kicz, czy komuś się podoba czy nie. To jest moje. Każdy przedmiot ściśle związany jest z moimi przodkami, określa mnie i moją rodzinę. Każdemu z dumą pokazuję i opowiadam o przedmiotach zgromadzonych w moim domu.

A spotkania? Są i nie wiem jak długo będzie nam dane spotykać się w takim gronie. Rodzice mają już swoje lata. Boję się, że może to się niebawem skończyć. Na razie staram się przyjeżdżać jak najczęściej. Teraz imieniny mamy, jeszcze w październiku. Wigilia w tym roku u mnie. Wszyscy jak zwykle przyjadą. Będzie wspaniała atmosfera. Pełen dom ludzi, zapach świąt, jedzenia. Uwielbiam to. Oby było tych spotkań jak najwięcej i jak najczęściej.

Opublikowano Dobro, Kuchnia, Miłość, Rodzina, Szczęście, Urodziny, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

„ANIA” wzruszająca książka o Ani Przybylskiej

Bardzo lubiłam tą aktorkę. Była troszkę starsza ode mnie. Piękna, utalentowana, cudowna aktorka, wspaniała mama. Coś o Jej życiu wiedziałam, jakieś fakty kojarzyłam- w końcu to osoba publiczna. Wiadomość o Jej śmierci bardzo mnie wzruszyła i ogromnie zdołowała. Pomyślałam jako matka, że zostawiła swoje dzieci, że teraz one będą bardzo tęsknić. Nie wyobrażałam sobie co muszą czuć. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co Ania musiała czuć odchodząc. Jak bardzo musiało boleć Ją to, że zostawia takie maluszki. To dla mnie niewyobrażalne. Czy da się zrobić instrukcję w razie śmierci? Oczywiście, że się da. Czy da się na to przygotować? Nie. Nie da się na to przygotować. Nikt nigdy nie jest gotowy na śmierć. Nie wyobrażam sobie co przeżyłyby moje dzieci. Kto by je przytulił? Kto by usiadł z nimi do lekcji? Kto wyprasował ubrania? Kto zrobił ich ulubioną pizzę? Kto pocałował bolące miejsca??? Jest we mnie taki strach, jak sobie poradzą, jeśli by mi się coś stało.

Słyszałam o książce „Ania”, ale jakoś parcia do kupienia nie miałam. Widziałam w internecie akcję promocyjną. Czytałam fragmenty przytaczane przez różnych ludzi. Wchodząc ostatnio do księgarni, w której miałam zrobić ksero, rzuciła mi się w oczy ta książka. Uśmiech Ani bił po oczach już od wejścia. Nie zastanawiałam się, kupiłam i pojechałam do domu. Przeczytałam jednym tchem. Książka o życiu Ani. O Jej życiu zawodowym i prywatnym. Opowieść o pięknej dziewczynie, cholernie zdolnej, bardzo fajnej, normalnej. Ania była osobą, która potrafiła porozmawiać z wielkim reżyserem i sprzątaczką. Lubiącą sprośne żarty. Umiejącą zjednać sobie ludzi. Była bardzo dobrą osobą, niezwykle utalentowaną, uśmiechem i tymi wielkimi oczami rozbrajającą. Książka pokazuje jak wyglądało Jej całe życie- od dzieciństwa po kres życia i śmierć.

Ania to bardzo żywiołowa osoba, trzpiotka. Od dzieciństwa wiedząca co chce w życiu robić i dążąca do spełnienia swojego marzenia. Trafiała w życiu na różnych ludzi. Była w nieudanych związkach, które mogły zniszczyć Jej marzenia, ale na szczęście w porę wychodziła z tych toksycznych relacji. Śmierć Jej ukochanego taty był dla Niej ciosem. Marzyła o dużej rodzinie, o wspaniałym mężczyźnie i czwórce dzieci. Los nie był dla Niej łaskawy, dwójkę dzieci straciła. Nie wyobrażam sobie co musiała czuć. Stworzyła wspaniałą rodzinę. Potrafiła zrezygnować z siebie dla swoich najbliższych. Potrafiła przedłożyć dobro rodziny, dzieci, swojego partnera nad swoje ambicje. Fantastyczna osoba. Zastanawiam się i sama nie wiem czy potrafiłabym tak, jak Ona. Czy umiałabym się poświęcić dla rodziny? Zrezygnować z marzeń i planów? Kocham ich, ale póki nie byłam w takiej sytuacji nie wiem co bym zrobiła. Ania potrafiła. Jaką trzeba być osobą, jak bardzo kochać.

Umarła 3 lata temu. Opowieść mamy Ani o Jej ostatnich chwilach jest bardzo wzruszająca. O dwóch łzach spływających po Ani policzkach, kiedy wydała ostatnie tchnienie. Ryczałam! Po prostu rozbeczałam się jak dziecko. To niemożliwe, żeby tak wspaniała osoba odeszła. Jej cząstkę mamy w filmach i wielka szkoda, że już nigdy żaden nowy film z Anią się nie ukaże.

Myślę sobie, że gdybym spotkała Ją na swojej drodze albo byłybyśmy przyjaciółkami na zabój, albo nienawidziłybyśmy się na śmierć i życie. Dostrzegam w Ani wiele podobnych cech, zachowań. Chyba jednak byśmy się dogadały.

Czytałam wiele komentarzy w internecie o tym, że po co rozdrapywać Ani śmierć. Ktoś pytał po co książka, po co film? Dlaczego? Co tej mamie przyszło do głowy, żeby opowiadać o śmierci Ani? A ja pytam a dlaczego nie? Dlaczego nie wspominać cudownej, ciepłej osoby. Dlaczego nie mówić o kimś, kto był normalny, mimo tego, że był sławny i lubiany. Ania powinna być wzorem do naśladowania. Ludzie są straszni, myślą, że  w internecie mogą wszystko. W dzisiejszych czasach mało jest empatycznych, fajnych ludzi, którzy powiedzą- cholera, rzeczywiście umarła świetna osoba, bardzo szkoda. Zamiast tego wylewają żale i komentują nie mając tak naprawdę nic mądrego do powiedzenia.

Ach… znak naszych czasów!

Ja jednak książkę polecam i twierdzę, że warto przeczytać. Można się pośmiać, zadumać i popłakać. Można też wziąć przykład z wielu postaw życiowych Ani.

Ania. Biografia Anny Przybylskiej

Opublikowano Dobro, Literatura, Miłość, Podróże, Rodzina, Szczęście, Uroda, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Szybka zmiana decyzji!

Tylko ja mogę tak szybko zmienić decyzję. Tylko ja mogę tak szybko podjąć i zrealizować swoje postanowienia! Ostatnio porozmawiałam z Nikodemem o Jego szkole, klasie, kolegach, o tym jak mu tam jest. Jego odpowiedzi były niepokojące. Ten się śmieje, że nie ma zęba, ten siedzi z innym kolegą (a Niko tamtego bronił, bo nazywali go grubym, świnią itd). To dało mi bardzo do myślenia. Do tego wychowawczyni, co najmniej dziwna! Brak perspektyw w szkole, żadnych ciekawych dodatkowych zajęć, żadnych innowacji. No trochę ta szkoła mnie nudzi i rozczarowuje. Do tego rodzice- relacje coraz gorsze. Każdy ma wszystko gdzieś, nikt nie ma ochoty się w nic angażować. Każdy patrzy na innych. Wczoraj dostałam jeszcze jeden bodziec (no może dwa) do tego, żeby podjąć najlepszą z możliwych decyzji.

Dziś od 9.00 rano już dzwoniłam i działałam. Okazało się, że nie byłam jedyna z tej klasy :) Kilka minut rozmowy z Panią Dyrektor z nowej szkoły i decyzja podjęta. Mąż musiał wszystko załatwić, wszędzie jechać a ja dyrygowałam z bazy :) Oczywiście byłam w pracy! :) Tu pojechał, złożył podanie/wniosek o przyjęcie, tam pojechał złożył podanie o przeniesienie, musiał przejść rozmowę z Panią Dyrektor! A dlaczego, skąd ta decyzja, czemu tak, a czemu nie…. i już. Od poniedziałku mój syn będzie chodził do szkoły, w której uczyli się Jego rodzice :) Będziemy chodzić po korytarzach naszej młodości :) Nie mogę się już doczekać jutrzejszego zebrania dla rodziców :) Niko zachwycony, będzie w klasie z Bartkiem (kolegą z poprzedniej szkoły i przedszkola) i z Aleksem, będzie miał dodatkowe zajęcia z informatyki i programowanie Minecraft’a. Jest przeszczęśliwy, a jeśli On to i ja :) Bardzo się cieszę, że wszystko się udało i mam nadzieję, że dalej też będzie tak radosny. No i będzie miał od babci 5 minut do szkoły :)

Jutro do szkoły zdać podręczniki, pożegnać się z klasą, poczęstować cukierkami z okazji imienin i od poniedziałku nowa klasa, i nowa przygoda :)

Najlepsze jest to, że mimo, że wiedział, że idzie do nowej szkoły to odrobił lekcje!!! Kochany chłopak :) Jestem dumna z mojego wspaniałego syna i wiem, że sobie poradzi :)

Opublikowano Miłość, Rodzina, Szczęście | Otagowano , , , , , | Skomentuj

1 września Rozpoczęcie Roku Szkolnego 2017/2018

Trudno uwierzyć, że ten mały człowiek, którego wydawałoby się, nie tak dawno temu urodziłam, idzie do czwartej klasy szkoły podstawowej! To kolejny etap w naszym życiu, niezwykle ważny. Przejście na wyższy level :) Czwarta klasa to nie przelewki. Więcej nauczycieli, przedmiotów, większe wymagania. Będzie z pewnością więcej nauki. Boję się tego, podobnie jak Niko, ale myślę, że damy radę. Nikodem to bardzo mądry chłopiec, dobrze się uczy i jest aktywny na zajęciach. Jest też trochę gadułą, wiercipiętą i jest bardzo podatny na sugestie kolegów. Sam też zaczepia. Mam nadzieję, że z różnymi ekscesami się trochę wstrzyma i da się poznać nowym nauczycielom raczej z dobrej strony.

Wychowawczyni nie zrobiła niestety dobrego pierwszego wrażenia, ale damy jej szansę. Niko jest zadowolony i z Pani i ze sławnego Pana od historii, którym wszyscy straszą dzieci. Zobaczymy. Ciekawe jak to będzie. Cieszę się, że Niko będzie tym rocznikiem, który ma 8-letnią podstawówkę. Jakoś nie mogłam się do tych gimnazjów przyzwyczaić. Wiem, że Niko jest leń i trzeba Go trochę gonić do nauki, ale dam radę. Niestety z babcią nie chce odrabiać lekcji, więc wszystko spada na mnie i odrabiamy lekcje dopiero po 18.00 w domu! W poniedziałki i środy treningi na 17:30 do 19:00 i potem lekcje- nie wyobrażam sobie tego, tym bardziej, że z treningów wraca wykończony.

Dopilnuję jednak, żeby wszystko było dobrze, żeby uczył się pilnie i był zawsze przygotowany do lekcji. Fajnie, bo i ja sobie dużo rzeczy przypomnę :)

Zaczynamy ciężką przeprawę :)

Opublikowano Rodzina | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj