Postanowienia… chęć zmiany… co z tego będzie??

Według mnie najlepszy czas na postanowienia czy wprowadzanie jakichkolwiek zmian jest początek roku. Wchodzi się wówczas w nowy czas, przynajmniej ja dostaję kopa i motywacji do zmian. Tym razem jest jeszcze trochę czasu do końca roku, a ja już zaczynam robić postanowienia.

Może to efekt zbyt dużej ilości wolnego czasu. Szkoda, że jest to spowodowane chorobą, ale mam nadzieję, że uda mi się szybko z tego wyjść i będę mogła wrócić do normalnego życia. Nie, to nie jest poważna choroba- przynajmniej na razie nic mi o tym nie wiadomo. Póki co u mnie w domu panuje „jelitówka”. Niko dziś wrócił do szkoły, Pola niestety po tygodniu ma kolejną porcję rewolucji. Tydzień temu były wymioty, teraz rozwolnienie. Ogólnie masakra. Nie lubię jak dzieci chorują. Wczoraj nie wytrzymałam i się popłakałam- ile można słuchać krzyków dziecka i płaczu, bo ją boli, bo nie może zrobić siku, ani kupy… totalna bezsilność! Do tego mnie boli cały czas żołądek, nie mam żadnych rewolucji, tylko ten cholerny ból. Do tego coś na wzór skrętu kiszek. Nie wiem czy to jakaś odmiana jelitówki- może ten cholerny wirus u mnie objawił się w ten właśnie sposób? Dziś wizyta u lekarza- ja i Pola. Moja pani doktor patrzyła na mnie takim wzrokiem, że nie musiała nic mówić- wiedziałam, że myśli tylko o tym, że przyszłam po L4. Ach ta nasza służba zdrowia. Porozmawiałam z nią i powiedziałam co mi się dzieje, co mi dolega już kilka ładnych lat- dostałam skierowanie na badania, między innymi na gastroskopię- tego zawsze się bałam i zwlekałam. Teraz stwierdziłam, że już czas się przebadać i zobaczyć co mi dolega. Ile może boleć żołądek? Kilka lat? To przesada. I to jedno z moich postanowień- zrobić badania- wszystkie, które przekładałam od lat. Przebadać siebie i dzieci. Nikodem musi mieć wizytę u alergologa. Polę też często boli brzuszek, więc może to jakaś alergia? Muszę poświęcić czas i wyjaśnić to wszystko. W końcu zdrowie jest najważniejsze!

Kolejne postanowienie to nauka języka/języków. Na razie zaczynam od powrotu do nauki niemieckiego. Zapisałam się do Leader School. Lekcje odbywają się raz w tygodniu, ale od razu dwie jednostki lekcyjne. Uczy mnie świetna dziewczyna, bardzo pozytywna, sympatyczna, świetnie przekazująca wiedzę. Praktycznie cały czas mówimy. Wzięłam lekcje w grupach, ale tak naprawdę co to za grupa – 3 osoby! Z czego jedna co jakiś odpada. To tak, jakbym miała indywidualne lekcje. Jestem bardzo zadowolona i polecam wszystkim, którzy chcą rozpocząć naukę języka obcego. Myślę, żeby jeszcze zacząć naukę angielskiego, ale niestety nie mam możliwości wygospodarowania jeszcze dwóch godzin po południu na lekcje. Mam dom, dzieci, ich dodatkowe zajęcia. Ale ja coś wykombinuję :)

Co może być kolejnym postanowieniem? To już się robi nudne- oczywiście, że dieta :) i redukcja wagi o jakieś 10 kg :) Wiem, że jak coś sobie postanowię, to tak będzie, więc pewnie i tym razem się uda. Usłyszałam wczoraj, że ten mój ból może być spowodowany glutenem! Tego nie brałam pod uwagę, ale chyba zacznę. Muszę zrobić testy i zobaczyć czy rzeczywiście. Jeśli okaże się, że nie mogę jeść glutenu, wówczas trzeba będzie coś z tym zrobić i zacząć inaczej jeść. W tej chwili nie ma problemu z produktami bezglutenowymi, z przepisami na świetne dania bez glutenu. Boję się jednak, że otaczający mnie świat nie będzie potrafił się do mnie dopasować. Wiecie jak to jest „no zjedz to, przecież od jednego kęsa od razu nie umrzesz”. Zawsze tak jest- masz dietę i wokół pełno życzliwych, którzy częstują cię pączkami, rogalikami, pysznym domowym ciastem :) Wczoraj poczytałam trochę o glutenie, jakie dolegliwości wywołuje i większość ja właśnie mam. Zobaczymy.

Jakie może być kolejne postanowienie?? Tak, tak… powrót do ćwiczeń, jakiegokolwiek ruchu. Powrót, bo ostatnio się mocno opuściłam. Jak już pisałam we wcześniejszych wpisach uwielbiam ćwiczyć z Ewą Chodakowską- mam 8 płyt z Jej ćwiczeniami. Lubię jak mnie motywuje podczas ćwiczeń. Wiem, że niektórych wkurza Jej głos, Jej „twoje ciało może więcej niż podpowiada ci umysł”. Ale na mnie to działa jak kopniak. Lubię ją, chciałabym uczestniczyć w Jej warsztatach, tygodniu metamorfozy. Na razie patrzę sobie na stronie bebio.pl jakie mają oferty, ale kto wie… może kiedyś się wybiorę na taki tydzień :) Do tych ćwiczeń z Ewą chciałabym ruszyć wreszcie orbitrek, bo ostatnio poszedł w kąt. Jeszcze nie robi jako wieszak i zgodnie z tym, co sobie kiedyś postanowiłam nigdy nie będzie robił :) choć tyle :)

Podróże to kolejne postanowienie do spełnienia. Co tym razem? Grecka wyspa całą rodzinką? Nowy Jork z mężem? Trzeba zacząć oszczędzać! Po pierwsze kupić skarbonkę. Po drugie rozplanować dobrze wydatki, resztę kasy z zakupów odkładać. Starać się szukać jak najwięcej oszczędności. Może sprzedać kilka rzeczy. Coś wymyślę. Jak to ja mam w zwyczaju :) Czas opracować plan na przyszły rok- swoim zwyczajem oszczędzanie zaczynam już w tym roku :) Kalendarz na przyszły rok już kupiłam- Ewa Chodakowska będzie mi towarzyszyć każdego dnia :)

Mam też marzenia i postanowienia dotyczące remontu domu. Niestety po dwóch kotach i nieudolnej ekipie remontowej, po 7 latach mieszkania dom wygląda jakby z 20 lat nie było remontu. Nowe łóżka dla dzieci mam już wybrane, tylko jechać i przywieźć. Chciałabym dzieciom uporządkować ich pokoje, żeby wszystko miało wreszcie ręce i nogi. Najlepiej byłoby zgłosić się do programu Doroty Szelągowskiej i wtedy Ona zajęłaby się wszystkim. Z pewnością wymyśliłaby coś fajnego, praktycznego i niesamowitego. Hmmm… a może to jest myśl! Pomyślimy, pomyślimy :)

Marzy mi się powrót do szkoły! Pomyślicie- ogłupiała na stare lata :) ale mi się marzy! Powstaje coraz więcej fajnych kierunków, staram się co jakiś czas zaglądać na strony poznańskich uczelni i sprawdzać jakie nowości się pojawiają. Czy to będzie przyszły rok? Zobaczymy :)

No i oczywiście znaleźć książki i czas na nie :) Uwielbiam czytać, książki mnie uspokajają, i ten niesamowity zapach.

Kiedy obrócę się za siebie na chwilę i spojrzę na 2017 rok, to naprawdę dużo udało mi się w tym roku zrobić, spełnić, osiągnąć. Oczywiście najważniejszym osiągnięciem i spełnieniem jest podróż do Nowego Jorku :) ale oprócz tego było też kilka innych rzeczy. Moje dzieci mają dodatkowe zajęcia- Niko piłkę nożną, Pola balet. Ja mam niemiecki. Doposażyłam salon :) Wyprawiliśmy Nikodemowi komunię. Nadal jestem szczęśliwą mamą, żoną :) życzę sobie nadal tak dobrego życia :)

Wszystkim życzę dobrego życia i spełniania swoich marzeń :)

Opublikowano Biżuteria, Dobro, Fitness, Kino, Kuchnia, Literatura, Miłość, Muzyka, Nowy Jork, Ogród, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Sport, Szczęście, Uroda, Urodziny, Wiara, Wycieczki, Zakupy, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

„Jestem świetna, mam swoje zdanie i innych gdzieś”

Nie, nie, to nie moje myśli ani słowa- dlatego użyłam cudzysłowia. Przeglądając Facebooka bardzo często- za często!- czytam wpisy moich znajomych. Czytam i nie mogę uwierzyć. Z jednej strony to śmieszne, a z drugiej smutne. Już dawno nie widziałam takiej obłudy, takiego zakłamania. Najlepsze jest to, że na FB wstawia jeden z drugim czy jedna z drugą, że jest szczera, nie boi się powiedzieć innym co o nich myśli, że ogólnie ma wszystko gdzieś, a już na pewno to, co myślą o nich inni. A tak naprawdę powiesz takiemu jedno słowo i jest mega burza. Dziś każdy pokazuje jak to ma piękny dom, świetnego męża/żonę, jak to się wszyscy kochają, jakich to nie mają wakacji. Fajnie, ale do pewnego momentu. Do momentu, dopóki to prawda.

Szczerze powiem, że zaczyna drażnić mnie pokazywanie dziwnych emocji, pokazywanie wszystkiego. Drażni mnie kiedy znajomi udostępniają memy o tym, jak nie lubią fałszywości i jak to unikają tego typu sytuacji i ludzi, którzy są fałszywi. A tu w realu spotykam się z niebywałą fałszywością tychże osób. O co chodzi? Co to oznacza?

Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem idealna, że taka fajna i tak w ogóle to anioł, nie. Zdarza mi się zagryzać zęby, szczególnie gdy słyszę głupoty z ust innych, gdy słyszę jazgot zamiast słów. Wielokrotnie mi się zdarzyło. Nie lubię kiedy ktoś pluje jadem. Wiem jak to wygląda, bo kiedyś sama taka byłam. Teraz muszę przyznać, że wolę wiele rzeczy przemilczeć niż powiedzieć dwa słowa za dużo. Życie nauczyło mnie, żeby swoje myśli, odczucia raczej zachowywać dla siebie. Boję się opowiadać o moich prawdziwych odczuciach, bo z doświadczenia wiem, że może to się obrócić przeciwko mnie. Mam kilka osób, z którymi mogę porozmawiać, którym mogę pewne rzeczy powiedzieć, ale nie wszystko!

Zawsze zastanawia mnie to, że takie osoby- dla mnie i według mnie- obłudne, fałszywe, odpychające, mają pełno przyjaciół! Nie znajomych, koleżanek, kolegów- tylko przyjaciół! Co ciekawe Ci przyjaciele w rozmowie potrafią opowiadać takie rzeczy o nieobecnej z nami przyjaciółce czy przyjacielu, że od razu zapala mi się czerwona lampka i słyszę głos „uciekaj”. Bo o czym to świadczy? O tym, że wystarczy, że znikniesz za rogiem a ta sama osoba zacznie mówić tak o tobie. Unikam takich osób. Staram się omijać szerokim łukiem. Niestety w swoim otoczeniu miałam za dużo takich osób i w zasadzie pozbyłam się ich wszystkich.

Uwielbiam ludzi z pasją. Ludzi, którzy z przejęciem opowiadają o swoich przygodach, swoim hobby, o tym, co lubią robić. Lubię ludzi, którzy mają zainteresowania i robią coś fajnego. Lubię słuchać, czytać, chłonąć każde mądre słowo.

Kiedy mi wróci wiara w ludzi??? Obawiam się, że nigdy.

Opublikowano Dobro, Miłość, Szczęście | Otagowano , , , , , | Skomentuj

„Listy do M. 3″ kolejna dawka świąt :)

Wczorajszy wieczór spędziliśmy z mężem w małym kameralnym kinie. Trochę niewygodnie, trochę zimno, ale klimat był. Nie chodzę do kina, bo jakoś nie porywają mnie filmy, które w tej chwili powstają. Czy „Listy do M.3″ mnie porwały?? Niestety nie. Ale od razu chciałabym powiedzieć, że ta część na pewno jest lepsza od drugiej. Tam było dużo chaosu, za dużo historii i rzeczywiście za dużo się działo.

Część trzecia „Listów do M” jest śmieszna, smutna, sensacyjna, ale przewidywalna. Praktycznie każdy wątek można było z łatwością przewidzieć. To, jak zakończą się dane historie, co wyjdzie z danej sytuacji było do przewidzenia. Jest kilka postaci, tych kluczowych, z poprzednich części, ale większość jest nowa. I fajnie. Wprowadzili dużo nowych wątków, nowej energii.

Dużo śmiesznych sytuacji i scen było w wątku Szczepana i Kariny- oni zrobili ten film. To oni spowodowali, że można było się uśmiać. Karina, która nie czuje się dobrze z tym, że została babcią. Nie chce przyznać przed sobą, ani przed światem, że ma tyle lat a nie mniej. Kobieta, która chce zacząć żyć, która chce zrobić coś szalonego, żeby oddalić od siebie myśli o byciu babcią. Szczepan to w tej części wesoły dziadek, opiekujący się wnuczkiem, robiący głupie miny, zachowujący się w irracjonalny sposób, żeby tylko rozśmieszyć szkraba. Nie ma ochoty na szaleństwa Kariny. Ale pewnego dnia pali skręta i wtedy się zaczyna. Adamczyk zagrał to świetnie. Na samym końcu mamy taki zwrot akcji, że już czekam na kolejną część i wierzę, że będę mogła obejrzeć ich dalsze losy.

Trochę śmiesznych scen miał Karolak, ale w tej części przeważyły sceny wzruszające. Jedna scena, kiedy Melchior wchodzi do salonu fryzjerskiego Jolka i zostaje przykuty do fotela, jest świetna i można się uśmiać. Reszta scen to poszukiwanie syna i odnalezienie taty. Wzruszające sceny.

Wątek Małgorzaty i Wojciecha niestety został rozwiązany bardzo smutno. Małgorzaty już nie ma. Wojciech spędza bardzo dużo czasu na cmentarzu, ciężko mu żyć bez swojej ukochanej. Bardzo smutne i wzruszające sceny. Jednak i ten wątek ma fajne, świąteczne zakończenie.

Jest jeszcze wątek Borysa Szyca i Magdaleny Różdżki- fajna historia. Trochę melodramatu, trochę komedii. Karolina i Gibon – czy z tego będzie coś więcej? Zaczyna się nieźle, On wyznaje Jej miłość na antenie radiowej. Ona zaskoczona i lekko zakłopotana. Marząca o prawdziwej miłości, ale nie wierząca, że to może być to. Ich wątek ma różne odsłony, ale magia świąt jak zwykle działa.

I jeszcze jeden wątek- On bogaty dyrektor romansujący z sekretarką, Ona – jego partnerka, podporządkowana mu od wielu lat. Marząca w głębi o prawdziwej miłości i normalnym facecie, który nie będzie jej układał życia. Żyjąca w bogactwie, dostatku, mająca na pierwszy rzut oka dobre życie. Los stawia na jej drodze Rafała, społecznika, weterynarza, który walczy o lepsze życie dla bezdomnych psów. Co z tego wyjdzie?

Warto pójść do kina i obejrzeć. Warto samemu przekonać się co się wydarzy. Jedno jest pewne- wszędzie czuć magię świąt. W „Listach…” obecna jest miłość i wybaczenie. Jesteście ciekawi? Zapraszam do kin :) Ja osobiście polecam :) Wypoczęłam, odprężyłam się i spędziłam cudowny czas :)

Znalezione obrazy dla zapytania listy do m3

Opublikowano Kino, Miłość, Rodzina, Szczęście | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Rodzinne spotkania :)

Niedziela- zazwyczaj imieniny, urodziny i inne uroczystości obchodzimy właśnie w niedzielę. Z uwagi na to, że mój tata we wtorek będzie miał urodziny- postanowiliśmy dziś przyjechać na kawę. Jak zwykle mama upiekła przepyszny serniczek, każdy przyniósł prezent i życzył oprócz zdrowia, wygranej w lotto. Co oznaczają takie spotkania? Po co w ogóle się spotykamy? Czy to na pewno potrzebne? Przecież codziennie przywożę dzieci do rodziców! Przecież chwilę porozmawiamy kiedy je odbieram!

Owszem, ale takie spotkania to co innego. Możemy posiedzieć, porozmawiać, powspominać. Wiele historii usłyszałam po raz pierwszy właśnie na takich rodzinnych spotkaniach. Uwielbiam słuchać taty i mamy jak opowiadają o losach naszej rodziny. Uwielbiam słuchać jak dziadek i babcia byli zesłani do Niemiec do pracy, jak tam się poznali, jak szli pieszo do rodzinnego domu. Szli długo, babcia w ciąży. Co za czasy! Nie ogarniam! Zimy srogie, a oni szli. Dom był dla nich najważniejszy i bardzo chcieli do niego wrócić. Z kolei pradziadkowie ze strony mamy- Volksdeutsche na polskich ziemiach. Nie było im łatwo- gdyby nie dobre serce pradziadka i prababci, cała wieś byłaby przeciwko nim. Ale Oni byli bardzo dobrymi ludźmi, nie donosili na Polaków, nie robili niczego co mogłoby komuś zaszkodzić. Ostrzegali sąsiadów, że Niemcy do nich idą, żeby pochowali wszystko co w tamtych czasach było nielegalne, wszystko czego nie mogli posiadać. Takie historie mrożą krew w żyłach. Ale nie słyszałam tego wcześniej. Jeszcze niedawno byliśmy za młodzi, żeby siedzieć z rodzicami i ich słuchać, teraz rozumiemy jakie to ważne. To nasza historia, tradycje rodzinne.

Nikodem ma w szkole historię. Jutro kartkówka z pojęć związanych z drzewem genealogicznym, tradycją, rodem, patriotyzmem. Przepytałam Go, żeby sprawdzić ile umie. Okazuje się, że mój mądry chłopak słucha i wie bardzo dużo na temat naszej rodziny. Widzi wiele rzeczy. Potrafi powiedzieć jakie pamiątki i po kim mamy w domu. Dumna jestem i wiem, że zabierze to kiedyś ze sobą do swojego domu. W przyszłości również będzie dbał o przekazywanie historii rodzinnych i pamiątek swoim dzieciom.

Mamy dużo pamiątek rodzinnych w domu, dużo dokumentów, starych naczyń, żelazek, luster. To nasze dziedzictwo i nie interesuje mnie czy to kicz, czy komuś się podoba czy nie. To jest moje. Każdy przedmiot ściśle związany jest z moimi przodkami, określa mnie i moją rodzinę. Każdemu z dumą pokazuję i opowiadam o przedmiotach zgromadzonych w moim domu.

A spotkania? Są i nie wiem jak długo będzie nam dane spotykać się w takim gronie. Rodzice mają już swoje lata. Boję się, że może to się niebawem skończyć. Na razie staram się przyjeżdżać jak najczęściej. Teraz imieniny mamy, jeszcze w październiku. Wigilia w tym roku u mnie. Wszyscy jak zwykle przyjadą. Będzie wspaniała atmosfera. Pełen dom ludzi, zapach świąt, jedzenia. Uwielbiam to. Oby było tych spotkań jak najwięcej i jak najczęściej.

Opublikowano Dobro, Kuchnia, Miłość, Rodzina, Szczęście, Urodziny, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

„ANIA” wzruszająca książka o Ani Przybylskiej

Bardzo lubiłam tą aktorkę. Była troszkę starsza ode mnie. Piękna, utalentowana, cudowna aktorka, wspaniała mama. Coś o Jej życiu wiedziałam, jakieś fakty kojarzyłam- w końcu to osoba publiczna. Wiadomość o Jej śmierci bardzo mnie wzruszyła i ogromnie zdołowała. Pomyślałam jako matka, że zostawiła swoje dzieci, że teraz one będą bardzo tęsknić. Nie wyobrażałam sobie co muszą czuć. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co Ania musiała czuć odchodząc. Jak bardzo musiało boleć Ją to, że zostawia takie maluszki. To dla mnie niewyobrażalne. Czy da się zrobić instrukcję w razie śmierci? Oczywiście, że się da. Czy da się na to przygotować? Nie. Nie da się na to przygotować. Nikt nigdy nie jest gotowy na śmierć. Nie wyobrażam sobie co przeżyłyby moje dzieci. Kto by je przytulił? Kto by usiadł z nimi do lekcji? Kto wyprasował ubrania? Kto zrobił ich ulubioną pizzę? Kto pocałował bolące miejsca??? Jest we mnie taki strach, jak sobie poradzą, jeśli by mi się coś stało.

Słyszałam o książce „Ania”, ale jakoś parcia do kupienia nie miałam. Widziałam w internecie akcję promocyjną. Czytałam fragmenty przytaczane przez różnych ludzi. Wchodząc ostatnio do księgarni, w której miałam zrobić ksero, rzuciła mi się w oczy ta książka. Uśmiech Ani bił po oczach już od wejścia. Nie zastanawiałam się, kupiłam i pojechałam do domu. Przeczytałam jednym tchem. Książka o życiu Ani. O Jej życiu zawodowym i prywatnym. Opowieść o pięknej dziewczynie, cholernie zdolnej, bardzo fajnej, normalnej. Ania była osobą, która potrafiła porozmawiać z wielkim reżyserem i sprzątaczką. Lubiącą sprośne żarty. Umiejącą zjednać sobie ludzi. Była bardzo dobrą osobą, niezwykle utalentowaną, uśmiechem i tymi wielkimi oczami rozbrajającą. Książka pokazuje jak wyglądało Jej całe życie- od dzieciństwa po kres życia i śmierć.

Ania to bardzo żywiołowa osoba, trzpiotka. Od dzieciństwa wiedząca co chce w życiu robić i dążąca do spełnienia swojego marzenia. Trafiała w życiu na różnych ludzi. Była w nieudanych związkach, które mogły zniszczyć Jej marzenia, ale na szczęście w porę wychodziła z tych toksycznych relacji. Śmierć Jej ukochanego taty był dla Niej ciosem. Marzyła o dużej rodzinie, o wspaniałym mężczyźnie i czwórce dzieci. Los nie był dla Niej łaskawy, dwójkę dzieci straciła. Nie wyobrażam sobie co musiała czuć. Stworzyła wspaniałą rodzinę. Potrafiła zrezygnować z siebie dla swoich najbliższych. Potrafiła przedłożyć dobro rodziny, dzieci, swojego partnera nad swoje ambicje. Fantastyczna osoba. Zastanawiam się i sama nie wiem czy potrafiłabym tak, jak Ona. Czy umiałabym się poświęcić dla rodziny? Zrezygnować z marzeń i planów? Kocham ich, ale póki nie byłam w takiej sytuacji nie wiem co bym zrobiła. Ania potrafiła. Jaką trzeba być osobą, jak bardzo kochać.

Umarła 3 lata temu. Opowieść mamy Ani o Jej ostatnich chwilach jest bardzo wzruszająca. O dwóch łzach spływających po Ani policzkach, kiedy wydała ostatnie tchnienie. Ryczałam! Po prostu rozbeczałam się jak dziecko. To niemożliwe, żeby tak wspaniała osoba odeszła. Jej cząstkę mamy w filmach i wielka szkoda, że już nigdy żaden nowy film z Anią się nie ukaże.

Myślę sobie, że gdybym spotkała Ją na swojej drodze albo byłybyśmy przyjaciółkami na zabój, albo nienawidziłybyśmy się na śmierć i życie. Dostrzegam w Ani wiele podobnych cech, zachowań. Chyba jednak byśmy się dogadały.

Czytałam wiele komentarzy w internecie o tym, że po co rozdrapywać Ani śmierć. Ktoś pytał po co książka, po co film? Dlaczego? Co tej mamie przyszło do głowy, żeby opowiadać o śmierci Ani? A ja pytam a dlaczego nie? Dlaczego nie wspominać cudownej, ciepłej osoby. Dlaczego nie mówić o kimś, kto był normalny, mimo tego, że był sławny i lubiany. Ania powinna być wzorem do naśladowania. Ludzie są straszni, myślą, że  w internecie mogą wszystko. W dzisiejszych czasach mało jest empatycznych, fajnych ludzi, którzy powiedzą- cholera, rzeczywiście umarła świetna osoba, bardzo szkoda. Zamiast tego wylewają żale i komentują nie mając tak naprawdę nic mądrego do powiedzenia.

Ach… znak naszych czasów!

Ja jednak książkę polecam i twierdzę, że warto przeczytać. Można się pośmiać, zadumać i popłakać. Można też wziąć przykład z wielu postaw życiowych Ani.

Ania. Biografia Anny Przybylskiej

Opublikowano Dobro, Literatura, Miłość, Podróże, Rodzina, Szczęście, Uroda, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Szybka zmiana decyzji!

Tylko ja mogę tak szybko zmienić decyzję. Tylko ja mogę tak szybko podjąć i zrealizować swoje postanowienia! Ostatnio porozmawiałam z Nikodemem o Jego szkole, klasie, kolegach, o tym jak mu tam jest. Jego odpowiedzi były niepokojące. Ten się śmieje, że nie ma zęba, ten siedzi z innym kolegą (a Niko tamtego bronił, bo nazywali go grubym, świnią itd). To dało mi bardzo do myślenia. Do tego wychowawczyni, co najmniej dziwna! Brak perspektyw w szkole, żadnych ciekawych dodatkowych zajęć, żadnych innowacji. No trochę ta szkoła mnie nudzi i rozczarowuje. Do tego rodzice- relacje coraz gorsze. Każdy ma wszystko gdzieś, nikt nie ma ochoty się w nic angażować. Każdy patrzy na innych. Wczoraj dostałam jeszcze jeden bodziec (no może dwa) do tego, żeby podjąć najlepszą z możliwych decyzji.

Dziś od 9.00 rano już dzwoniłam i działałam. Okazało się, że nie byłam jedyna z tej klasy :) Kilka minut rozmowy z Panią Dyrektor z nowej szkoły i decyzja podjęta. Mąż musiał wszystko załatwić, wszędzie jechać a ja dyrygowałam z bazy :) Oczywiście byłam w pracy! :) Tu pojechał, złożył podanie/wniosek o przyjęcie, tam pojechał złożył podanie o przeniesienie, musiał przejść rozmowę z Panią Dyrektor! A dlaczego, skąd ta decyzja, czemu tak, a czemu nie…. i już. Od poniedziałku mój syn będzie chodził do szkoły, w której uczyli się Jego rodzice :) Będziemy chodzić po korytarzach naszej młodości :) Nie mogę się już doczekać jutrzejszego zebrania dla rodziców :) Niko zachwycony, będzie w klasie z Bartkiem (kolegą z poprzedniej szkoły i przedszkola) i z Aleksem, będzie miał dodatkowe zajęcia z informatyki i programowanie Minecraft’a. Jest przeszczęśliwy, a jeśli On to i ja :) Bardzo się cieszę, że wszystko się udało i mam nadzieję, że dalej też będzie tak radosny. No i będzie miał od babci 5 minut do szkoły :)

Jutro do szkoły zdać podręczniki, pożegnać się z klasą, poczęstować cukierkami z okazji imienin i od poniedziałku nowa klasa, i nowa przygoda :)

Najlepsze jest to, że mimo, że wiedział, że idzie do nowej szkoły to odrobił lekcje!!! Kochany chłopak :) Jestem dumna z mojego wspaniałego syna i wiem, że sobie poradzi :)

Opublikowano Miłość, Rodzina, Szczęście | Otagowano , , , , , | Skomentuj

1 września Rozpoczęcie Roku Szkolnego 2017/2018

Trudno uwierzyć, że ten mały człowiek, którego wydawałoby się, nie tak dawno temu urodziłam, idzie do czwartej klasy szkoły podstawowej! To kolejny etap w naszym życiu, niezwykle ważny. Przejście na wyższy level :) Czwarta klasa to nie przelewki. Więcej nauczycieli, przedmiotów, większe wymagania. Będzie z pewnością więcej nauki. Boję się tego, podobnie jak Niko, ale myślę, że damy radę. Nikodem to bardzo mądry chłopiec, dobrze się uczy i jest aktywny na zajęciach. Jest też trochę gadułą, wiercipiętą i jest bardzo podatny na sugestie kolegów. Sam też zaczepia. Mam nadzieję, że z różnymi ekscesami się trochę wstrzyma i da się poznać nowym nauczycielom raczej z dobrej strony.

Wychowawczyni nie zrobiła niestety dobrego pierwszego wrażenia, ale damy jej szansę. Niko jest zadowolony i z Pani i ze sławnego Pana od historii, którym wszyscy straszą dzieci. Zobaczymy. Ciekawe jak to będzie. Cieszę się, że Niko będzie tym rocznikiem, który ma 8-letnią podstawówkę. Jakoś nie mogłam się do tych gimnazjów przyzwyczaić. Wiem, że Niko jest leń i trzeba Go trochę gonić do nauki, ale dam radę. Niestety z babcią nie chce odrabiać lekcji, więc wszystko spada na mnie i odrabiamy lekcje dopiero po 18.00 w domu! W poniedziałki i środy treningi na 17:30 do 19:00 i potem lekcje- nie wyobrażam sobie tego, tym bardziej, że z treningów wraca wykończony.

Dopilnuję jednak, żeby wszystko było dobrze, żeby uczył się pilnie i był zawsze przygotowany do lekcji. Fajnie, bo i ja sobie dużo rzeczy przypomnę :)

Zaczynamy ciężką przeprawę :)

Opublikowano Rodzina | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Cudowne wakacje w Białce Tatrzańskiej :)

To były świetne wakacje. Uwielbiam sprawiać bliskim radość i chyba mi się udało. Gdy dotarliśmy do naszego hotelu Willa Skałka w Białce Tatrzańskiej, byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Chociaż przeraziła nas trochę budowa kolejnego hotelu obok naszego, bo obawialiśmy się hałasów, jednak nie było to uciążliwe, ponieważ w ciągu dnia zazwyczaj nie było nas na miejscu. Obsługa hotelu bardzo miła. W hotelu winda, żeby można było bez problemów dostać się z walizkami na 2 piętro- dzieciaki zachwycone :) Od razu poszliśmy na obiad, bo akurat była pora posiłków. Na obiad pierwszego dnia dostaliśmy wazę zupy pomidorowej- przepysznej, do tego drugie danie ziemniaczki, sałatka i kotlet z oscypkiem. Wszystko świeże, pyszne. Do tego świeży kompocik i ciasto. I tak codziennie! Jedzenie było urozmaicone, codziennie co innego, inna zupa, inne ciasto. Pysznie. Nasz pokój cudowny, dość duży, jedno duże łóżko i jednoosobówka. W zupełności wystarczające. Oczywiście w pokoju łazienka, a w niej ręczniki i kosmetyki do kąpieli. Ogólnie na pierwszy rzut oka hotel zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Później poszliśmy do piwnicy, w której mieścił się pokój zabaw dla dzieci i dorosłych. Małpi gaj, zabawki dla dzieci, bilard, playstation, piłkarzyki umilały nam czas. W piękny i słoneczny dzień mogliśmy posiedzieć na zewnątrz na placu zabaw dla dzieci. Były tam również ławki, leżaki, trampolina, miejsce na ognisko i grill. Świetna sprawa. Z naszego hotelu mieliśmy bardzo blisko na Termy Bania. Dlatego wieczorami chodziliśmy tam do pizzerii. Jednego wieczoru uczestniczyliśmy w koncercie The King’s Friends- świetna aranżacja i wykonanie utworów Elvisa Presleya. Dwa razy byliśmy w samych termach, zabawa przednia, chociaż Pola na początku wystraszyła się krzyku dzieci i tryskającej wody. Bardzo szybko się odnalazła i szalała w wodzie z innymi dziećmi.

Zaplanowałam dni tak, żeby codziennie być gdzieś i coś zobaczyć. Nie chciałam planować chodzenia po górach, bo znam swoje dzieci i wiem, że będą ich nogi bolały, że nie będzie im się podobać, więc raczej nastawiłam się na rozrywkę. Dwa dni na termach- to chyba najbardziej ucieszyło dzieci, chociaż po koncercie Elvisa Pola stwierdziła, że się w nim zakochała :) Ale jak stwierdziła nie będzie jej mężem :) Jednego dnia pojechaliśmy do Zakopanego, bo bardzo chcieliśmy zobaczyć Krupówki. No i rozczarowaliśmy się bardzo. Myśleliśmy, że spotkamy tam stare chaty, bacówki, w których będzie można kupić pamiątki, zjeść jakieś pyszne regionalne jedzenie. A tu kamienice, domy z drewna i bali, a w nich „Orsay” i inne sieciowe sklepy. To nie to czego oczekiwaliśmy. Było dość zimno- tylko 9 stopni i dlatego musiałam kupić Poli rękawiczki. Pochodziliśmy trochę i wróciliśmy do Białki. Tam poszliśmy na plac zabaw przy Termach- Bania Kids. Duży plac dla dzieci. Płacisz raz i dzieci mogą ze wszystkiego korzystać. Fajna sprawa. Dzieciaki ubawiły się świetnie.

Innego dnia wybraliśmy się na Gubałówkę. Chodziło nam o to, żeby wjechać kolejką. Nawigacja poprowadziła nas Drogą Papieską- piękna trasa- do chaty kobieciny, u której zostawiliśmy auto a dalej szliśmy pieszo. Dzieciaki już miały dosyć wchodzenia, mimo tego, że to było niewiele ponad kilometr. Szliśmy piękną drogą, ale na końcu znowu rozczarowanie. Okazało się, że na Gubałówce kolejny długi deptak ze straganami, balonikami, restauracjami, zamkami dmuchanymi. Straszne. Obiecaliśmy dzieciom przejażdżkę kolejką, więc musieliśmy ich tam zabrać. Przejechaliśmy w dół i w górę. Na dole nie chciałam zostawać zbyt długo, bo tam było jeszcze gorzej niż na górze. Zobaczyliśmy co chcieliśmy i pojechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej. Tam bardzo chciałam odwiedzić restaurację Magdy Gessler „Schronisko smaków”. Chciałam posmakować Jej kuchni, zobaczyć czy pokrywa się z tym, co mówi w kuchennych rewolucjach. Kiedy podjechaliśmy pod restaurację parking był pełen. To o czymś świadczy- z pewnością o tym, że to restauracja znanej osoby. Zamówiłam kwaśnicę, dzieciaki lody, mąż kawę i dzbanek soku z arbuza. Zacznę od kwaśnicy- na bogato- dużo kapusty, mięsa, ale smak jak kapuśniak u mojej mamy, dlatego twierdzę, że nic mi nie urwało :) Lody, które jadły dzieciaki były przepyszne, domowej roboty, z owoców. Dzieciaki zachwycone. Ja wypiłam cały litrowy dzbanek lemoniady. Była przepyszna- dawno tak dobrej nie piłam. Lemoniada zrobiona z wody gazowanej, z arbuzem, cytryną, pomarańczą i truskawką. Pychota! Wzięłam też sobie dwie nalewki na wynos – wiśniową i cytrynówkę oraz konfiturę z jagód. Spróbujemy, zobaczymy.

Po pobycie w Białce pojechaliśmy do Krakowa. Mieliśmy tam wynajęty pokój w hotelu. Jedna noc, tylko na szybkie zwiedzenie tego, co najważniejsze. Pokój w hotelu nie powalił nas. Po tym co zastaliśmy w Białce, tu byliśmy rozczarowani. Ale to tylko jedna noc, więc damy radę. Zostawiliśmy walizki i poszliśmy zwiedzać. Czasu mieliśmy mało, więc od razu chcieliśmy zacząć. Przeszliśmy ulicą Floriańską na Rynek. Ależ tam jest pięknie. Rynek w Krakowie mnie zachwycił. Już teraz rozumiem dlaczego ludzie tak kochają to miejsce. Jedno co mi się nie podoba to ten ogrom ludzi, ale trudno się dziwić. Przeszliśmy przez Rynek, idąc dalej ulicą Grodzką do Wawelu. Po drodze podziwialiśmy piękne kamienice i ten niepowtarzalny klimat krakowskich uliczek. Obeszliśmy Wawel dookoła, nie wchodząc nigdzie dodatkowo. Poszliśmy do Smoka Wawelskiego, w końcu dzieciaki chciały go zobaczyć. Po tej wędrówce wróciliśmy na Rynek, po drodze zwiedzając Planty, ulicę Franciszkańską, Bracką. Na Rynku zjedliśmy jeszcze kolację i przy blasku księżyca, ulicznych lamp, wróciliśmy do hotelu. Następnego dnia po śniadaniu wróciliśmy do domu.

Tak w Białce minęło nam 5 dni. Bardzo intensywnych, ale fajnych, rodzinnych, pełnych zabawy i czasu spędzonego razem. Kolejny dzień w Krakowie był równie cudowny. To był piękny czas, nasz czas. A tym, którzy zastanawiają się dlaczego nie zdobywaliśmy szczytów, Dolin i innych atrakcji, niech najpierw sami pojadą z dziećmi na taką wyprawę, wtedy zrozumieją :)

Miłego :)

Opublikowano Dobro, Kuchnia, Miłość, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Regaty o puchar Kłoskowa 2017 :)

Sobota, 19.08.2017r.  godz.14:00

To mój pierwszy raz. Zawsze bałam się pływać, bo mam chorobę morską. Przed startem obawiałam się, że mogę nie podołać. Ale w Nowym Jorku płynęłam promem, to może i tym razem dam radę? Usiądę na zewnątrz, bo w środku głowa może zwariować. Kolejny raz przekonałam się, że to chyba jakieś moje fanaberie! Wsiadłam na łódź i o dziwo nic mi nie było! Głowa nie wariowała, nie kręciło mi się, nie było niedobrze! Nawet winko sobie popijałam i nic mi nie było. Może już mi minęło? Powiem szczerze, bardzo mi się spodobało. Stwierdzam, że to może się podobać. Było niesamowicie. Płynęliśmy 2 godziny. Oczywiście była rywalizacja, ale taka zdrowa. Nie mieliśmy parcia. Te regaty organizowane są przez prywatną osobę- Pana Kłosa (stąd nazwa „Regaty o Puchar Kłoskowa”). I meta jest właśnie u tego Pana. Zacumowaliśmy przy pomoście i poszliśmy zobaczyć cudowną posiadłość. Już z wody widać było piękną roślinność, świetnie utrzymany ogród. Przeszliśmy ogród dookoła. Różnorodne rośliny, drzewa, przepięknie utrzymana trawa- dosłownie dywany. Gdzieś wśród roślinności ukryte jacuzzi, sauna, winiarnia, ogromny staw z plażą i placem zabaw dla dzieci (żałuję, że dzieciaki nie popłynęły z nami). Świetna impreza przy ognisku, z szantami (choć nie lubię, to jakoś nie przeszkadzał mi śpiew Komandora). Oprócz kiełbaski, można było napić się różnego rodzaju alkoholi i soków. Było świetnie. Już dawno nie byłam na tak dobrej imprezie. Wypływaliśmy o 22:00, więc już było ciemno, do tego braliśmy dwie łodzie na hol. Niesamowite uczucie. Po drodze okazało się, że jeszcze jedna łódź stoi na jeziorze i potrzebuje holu, więc odprowadziliśmy łodzie, które mieliśmy na holu do przystani i popłynęliśmy po tamtą. Było świetnie :) Myślę, że będę częściej bywalczynią na łodzi, a może zacznę brać udział w regatach? :)

Się zobaczy :) Miłego dnia :)

Opublikowano Miłość, Muzyka, Ogród, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Sport, Szczęście, Wycieczki, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Wakacje :)

Po moim powrocie z Nowego Jorku pierwsze co powiedział mój mąż to… „koniec wakacji, nie mamy pieniędzy!” Nie wiedział jeszcze, że ja już miałam w głowie kilka pomysłów. Na pomoc przyszedł mi jak zwykle internet. Dostałam kilka maili z travelist z atrakcyjnymi ofertami w różnych miejscach Polski. Popatrzyłam, pomyślałam, zrobiłam biznes plan :) policzyłam i wyszło mi, że jestem w stanie coś tam uzbierać. Nie wierzę już w teksty „nie mamy pieniędzy”. To znaczy, jak się o tym nie myśli i nie ma się planu to oczywiście można by tak powiedzieć. Nie po to zaczęłam dodatkowo zajmować się szkoleniami w pracy, brać dodatkowe rzeczy, żeby teraz mówić, że nie mam pieniędzy.

Obejrzałam oferty. Morze- nie bardzo, mąż nie chce. Góry- hmmm… Szklarska, Karpacz – powiało nudą, a ceny trochę za wysokie. I nagle jest! Oferta dla rodzinki z Białce Tatrzańskiej za 1945zł, z wyżywieniem! Zadowolona dzwonię do męża, po drugiej stronie kabla cisza. Nie jest zadowolony. Wytłumaczyłam mu jednak, że dzieci nie były na wakacjach, Jemu też przyda się wypoczynek, bo cały rok pracuje i musi mieć choć chwilę odpoczynku. Po dokładnym zapoznaniu z ofertą okazało się, że to jednak nie to. W zamian znalazłam nową ofertę w Białce za 1500zł z wyżywieniem :) 100 metrów od Term Bania. To jest to! Zarezerwowane, wpłacona zaliczka i można się pakować :) Później na booking.com znalazłam też hotel na jedną noc w Krakowie, bo tam jeszcze nie byliśmy, a szkoda byłoby być tak blisko i nie skorzystać. Pozwiedzamy i wrócimy do domku wypoczęci ;)

Już się nie mogę doczekać :)

Opublikowano Dobro, Miłość, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj