Nowy Jork dzień III :)

Piątek 9.06.2017r.

Zmęczone po wczorajszych wojażach na Brooklynie wstałyśmy nieco później :) Nie chce się wstawać – zmęczenie jest ogromne. Nie mówię o jakiś niedogodnościach, które są związane ze zmianą czasu, bo na to nie miałyśmy nawet czasu. Ale w końcu przyjechałyśmy tu tylko na tydzień, więc mamy tylko kilka dni na zobaczenie wszystkiego, co dla nas zaplanowałam- a trochę tego jest :)

W ten dzień zaplanowałam Muzeum Historii Naturalnej- uwielbiam „Noc w muzeum”! I ja tam? Ależ byłam podekscytowana! Muzeum zlokalizowane naprzeciw Central Parku, dość daleko od naszego miejsca zamieszkania, ale w końcu mamy metro i jesteśmy już takie „obyte”. Przepiękny, stary, ogromny budynek. Na wejściu szkielety dinozaurów. Pełno ludzi. Mimo, że miałyśmy karnety City Pass to musiałyśmy stać w kolejce, ale to nic. Mogłyśmy wybrać sobie seans w kinie w Muzeum. Poza tym mogłyśmy się rozejrzeć, zobaczyć jak w środku jest pięknie. Zwiedzanie zajęło nam kilka godzin, aż nas nogi rozbolały. Trochę się różni od tego, co było w filmie- nie było tego gościa na koniu, co go grał Robin Williams! :) Kilku innych rzeczy też nie było! Ale za to…. byłam w MUZEUM HISTORII NATURALNEJ W NOWYM JORKU!!!! Mojego szczęścia nie było końca. Narobiłam tyle zdjęć, że samo oglądanie mnie znudzi i na samą myśl o tym muzeum będzie mnie mdlić! :)

Po wyjściu z Muzeum poszłyśmy sobie kupić Smoothie, drogie bo aż 7$, ale za to przepyszne, robione na miejscu przy mnie, z owoców przeze mnie wybranych. Poszłyśmy spacerkiem do Central Parku. Piękny, fantastyczny Central Park. Dający schronienie wiewiórkom, ludziom chcącym wypocząć, pojeździć na rolkach, rowerze, pograć w różne gry zespołowe, porozmawiać ze znajomymi, albo po prostu dający odpoczynek każdemu kto chce chwili z dala od zgiełku ulicy, wieżowców, klaksonów. Wspaniały park, najpiękniejszy jaki widziałam. Ogromny! Szłyśmy i szłyśmy, i nie było końca. Mniej więcej orientowałam się gdzie możemy być, ale wszędzie są dróżki, kręte, skręcające to w jedną to w drugą stronę. Co chwilę piękne mosty, mosteczki, stawy- mniejsze, większe, pełno ludzi w łódkach. Zza drzew wystające budynki, a w parku cisza, tylko co jakiś czas grający ludzie- to na skrzypcach, na saksofonie, trąbkach, gitarach. Cudownie :) Aż się chciało cieszyć i uśmiechać do wszystkich. Najpiękniejsze widoki. Próbowałyśmy trafić do ZOO, ale niestety nie udało nam się- trochę kiepskie oznakowanie w parku (praktycznie drogowskazów nie było), a mapy ZOO w kilku miejscach. Miałam jeszcze kilka miejsc zaplanowanych, więc poszłyśmy dalej. Szybka sesja zdjęciowa przez hotelem Plaza (tam, gdzie Kevin był sam w Nowym Jorku ) :)

Kolejnym miejscem był taras widokowy Top Of the Rock w Rockefeller Center. Chciałam zobaczyć Central Park z góry. Na wejściu zwisające z sufitu kamienie Swarovskiego, w słońcu pięknie się mieniły- zrobiłam piękne zdjęcie na ich tle. Z tarasu Top of the Rock jest najlepszy widok. Rzeczywiście chodziłam jak zaczarowana. Musowo zrobione zdjęcia na tle Central Parku. Pochodziłam dookoła i zrobiłam zdjęcie Empire State Building, WTOne, całej okolicy i poszłyśmy dalej zwiedzać. Szłyśmy Piątą Aleją, podziwiałyśmy piękne sklepy, obowiązkowo zajrzałyśmy do salonu Victoria’s Secret. Ogromny sklep, 3 piętra. Na wejściu stoi pan, który wpuszcza klientów. W środku przepiękne zdobienia, wszędzie zdjęcia modelek z wybiegów, stroje wybiegowe, bielizna. Obłędny zapach. Oczywiście kupiłam jeden z zapachów- pachnie nieziemsko. Na każdym piętrze bielizna, perfumy, a na ostatnim pomieszczenie ze strojami z wybiegów, zrobione stanowisko na wzór tego, przy którym projektanci wymyślają stroje, dobierają materiały. Próbki materiałów przy każdym modelu, zdjęcie wybiegowe modelki- magia. Zabrałyśmy po jednym plakacie- nie wiedząc co dokładnie znajduje się w środku (mąż cieszy się ze zdjęcia 70cm x 100cm modelki w bieliźnie wiszącego w sypialni). Samej mi się podoba i to był mój pomysł.

Po drodze kilka zdjęć na tle wymyślnych fontann w różnych kształtach. I tradycyjnie ostatnie miejsce na chwilę odpoczynku, zjedzenie pysznego fast food’u (zestaw z Maka na Times Square). Od tego śmieciowego jedzenia tak spuchłam, że już mi chyba nic nie pomoże. Nawet tabletki na żołądek nie pomagają. Jeszcze tylko zdjęcie zachodzącego słońca między budynkami, do metra i do domu.

Jeszcze tylko zakupy na 14 ulicy- chleb, woda, wędlina, sałatki- i do domu. Kąpiel, telefon do bazy w Polsce i spać. Jutro kolejny, wyczerpujący dzień.

Opublikowano Kuchnia, Miłość, Nowy Jork, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wiara, Wycieczki, Zakupy, Zdrowie | Otagowano , , , , | Skomentuj

Nowy Jork dzień II :)

Ciężko mi idzie to pisanie! Emocje już trochę opadły, chociaż często wracam myślami do Piątej Alei, do Times Square, do Central Parku. To naprawdę piękne miejsca, niespotykane nigdzie indziej i mające swój urok.

Czwartek 8.06.2017r.

Drugiego dnia miałyśmy zaplanowane zwiedzanie Brooklynu z Magdą z Littletownshoes.com, więc rano pobudka, książka „Z Nowym Jorkiem na NY” i metrocard w rękę i wio. Poszłyśmy już „trochę” zorientowane do metra, weszłyśmy na pewniaka, co kilka minut metro podjeżdżało, więc chwilę się zastanowiłyśmy, rozejrzałyśmy i zgodnie z tym, co powiedziała Magda najpierw linią L, potem w E i jedziemy. Duma nas rozpiera, uśmiechy na twarzy, rozmowy jakie to metro jest proste w obsłudze itd. itd. Po pewnym czasie – jakieś 15 minut później- coś mi nie pasowało. Odpaliłam aplikację w telefonie i co się okazało? Że pojechałyśmy w drugą stronę i jesteśmy w Harlemie :) Na przedostatnim przystanku wysiadłyśmy, wyszłyśmy z metra i moim oczom ukazał się Harlem, mało bezpieczna dzielnica- niskie zabudowania, wolno jeżdżące auta a w nich czarnoskórzy panowie, muzyka na cały regulator, ciarki mi przeszły, ale nie dałam po sobie poznać strachu. Po drugiej stronie ulicy wejście do metra w drugą stronę- na Brooklyn, czyli tam, gdzie miałyśmy pierwotnie jechać. Szybko przeszłyśmy przez ulicę i biegiem do metra. Jak już byłyśmy w metrze kamień spadł mi z serca. Dojechałyśmy już na miejsce bez problemu z lekkim 20-minutowym opóźnieniem. Przywitała nas Magda z pięcioosobową rodzinką, z którą spędziłyśmy cały dzień.

Rozpoczęliśmy zwiedzanie od tych pięknych miejsc na Brooklynie, po drugiej stronie Manhattanu. Rzeczywiście widok na Manhattan najlepszy jest z Brooklynu, wtedy można ujrzeć wszystko z lepszej perspektywy. Rozpoczęliśmy od spaceru z widokiem na Manhattan, najpierw dzielnica z kamienicami- tymi z filmów, z tymi fajnymi schodami, na których każdy marzy, żeby sobie usiąść- oczywiście nie omieszkałam usiąść i zrobić sobie pamiątkowego zdjęcia. Piękne miejsce. Zrobiłam sobie zdjęcie pod mostem Brooklyńskim, o którym zawsze marzyłam. Kolejne zdjęcie na tle mostu Manhatańskiego- miałam na FB takie zdjęcie i obiecałam sobie, że wstawię kiedyś takie zdjęcie ze mną na tle mostu- i tak się stało :) I tak powoli, powoli szliśmy sobie Brooklynem, najpierw dzielnica DUMBO, potem Brooklyn Heights, Williamsburg i Greenpoint. Mieliśmy cały dzień, więc po co się spieszyć. Oczywiście najpiękniejsze kamieniczki w dzielnicy, w której ludzie zarabiają 200.000$ rocznie, później też nie brzydkie kamieniczki, gdzie ludzie zarabiają po 40.000$ rocznie, później 30.000$ rocznie, przez Williamsburg aż po Greenpoint.

Po drodze zwiedziliśmy Bushwick, czyli dzielnicę, w której widziałam chyba najpiękniejsze graffiti. Zjeżdżają tam najlepsi graficiarze z całego świata i malują na nowo co kilka miesięcy. Piękne murale, wszystko malowane w 3D, więc bardzo realistyczne.

Zwiedziliśmy Williamsburg, który jest nazywany mekką hipsterów. W południowym Williamsburgu mieszkają też ortodoksyjni Żydzi. Przeszliśmy po chasydzkiej dzielnicy, która robi wrażenie. Wszędzie widać kobiety w perukach, w spódnicach za kolana, w koszulach, pulowerkach, z dziećmi. Mali chłopcy z pejsami, w jarmułkach, starsi mężczyźni w płaszczach, kapeluszach. Kraty w oknach! Dlaczego? Ponoć Żydzi mają jeden dzień w tygodniu, gdzie przez cały dzień muszą być pootwierane okna, więc żeby nikt ich nie okradł na stałe mają kraty. To straszne, ale taka jest ich tradycja. Wszędzie są napisy żydowskie, na sklepach, na żółtym szkolnym autobusie również.

Oczywiście była też polska dzielnica Greenpoint. Szczerze powiem- myślałam, że będzie więcej akcentów polskich. A tu nic! Gdyby nie to, że przed sklepem zauważyłam Nałęczowiankę, to nie wiedziałabym, że to polska dzielnica. Myślałam, że będzie jak w „Samych swoich” w Chicago- nazwy sklepów po polsku, polskie nazwiska. Niestety.

Podobały mi się też sklepy z rzeczami, w którym starsze Afroamerykanki chodzą na msze gospel. Pewnie nie raz widzieliście na filmach jak wyglądają msze gospel. Czarnoskórzy ubrani na kolorowo, panie w garsonkach w jednym kolorze z pięknymi kapeluszami- takie właśnie stroje są do kupienia! Myślałam, że to tylko na filmach a tu naprawdę. Cały czas jest taka tradycja. Magda mówiła, że bardzo poleca każdemu wybranie się w niedzielę na taką mszę, ponoć wrażenia są niesamowite. Szkoda, że nie miałam okazji, ale nic straconego :) przecież wizę mam na 10 lat :)

Kolejną fajną rzeczą w naszym wspólnym zwiedzaniu, oprócz wielu ciekawych miejsc, opowieści o historii, kulturze, codziennym życiu, był występ chłopców z Bronx’u. Magda ma z nimi umowę, że tańczą w metrze dla grupy zwiedzającej- jeśli sobie tego grupa życzy. My wyraziliśmy zgodę na spotkanie z chłopcami. Zrobili na nas duże wrażenie. To dzieci z biednych rodzin, które wychowują się na ulicy. Często popadają w konflikt z prawem, biorą narkotyki, są członkami gangów. Chłopcy ci próbują wyrwać się stamtąd tańcząc i realizując swoje pasje. Jak dla mnie to była fajna atrakcja dla nas przyjezdnych, chłopcy dostali od nas i ludzi jadących metrem po kilka dolarów i tak zarabiają na swoje potrzeby.

Bardzo podobało mi się zwiedzanie z Magdą, bo rzeczywiście sama nie trafiłabym w wiele miejsc- na przykład do pizzerii „Roberta’s” www.robertaspizza.com :) Kiedy stanęliśmy przed budynkiem, w którym była pizzeria i Magda powiedziała, że mamy wchodzić każdy z nas miał taką minę-zamurowało nas i pukaliśmy się w czoło! Gdzie „ONA” nas prowadzi??? Do kibla (za przeproszeniem)??? Tak to wyglądało. Weszliśmy przez jedne drzwi, później drugie i naszym oczom ukazała cudowna, klimatyczna pizzeria z niesamowicie smaczną i ostrą pizzą. Musieliśmy chwilę poczekać, bo rzeczywiście jest bardzo oblegana przez ludzi. Zjedliśmy smaczną pizzę, wypiliśmy lemoniadę i mogliśmy zwiedzać dalej.

Na końcu zmęczeni wylądowaliśmy w barze na barce, ale już nie mieliśmy ochoty na przesiadywanie, tym bardziej, że dzień był dość zimny – ok.18 stopni, więc raczej chcieliśmy wracać do domu.

To był dzień pełen wrażeń, zupełnie innych niż na Piątej Alei i Times Square, ale nie wyobrażałam sobie, że mogłoby mnie tam nie być.

Jak już ogarnę wszystko, wstawię zdjęcia z tych różnych miejsc i wtedy przekonacie się, że było warto wydać 80$, żeby to zobaczyć.

Opublikowano Kuchnia, Miłość, Muzyka, Nowy Jork, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Nowy Jork dzień I :)

Środa 7.06.2017r.

Pobudka dość późno, telefon do domu, że wstałyśmy i szykujemy się na pierwsze wyjście w miasto. Wszyscy przerażeni- żebyśmy nie zginęły, żeby nam się nic nie stało. Musimy uważać, bo „w poniedziałki kradną, we wtorki gwałcą, w środy porywają”- przypomniał mi się ten tekst z „Samych swoich”. Ja rozumiem, że oni wszyscy się o nas martwią, ale to nie jest tak. W Nowym Jorku każdy ma swoje sprawy, każdy spieszy się do pracy, domu, rodziny, znajomych. Siedzą w metrze ze słuchawkami na uszach, nie zwracając na nikogo uwagi. Albo sobie śpiewają, albo coś pod nosem mówią.

Pogoda pochmurna, więc na spacer po mieście trzeba zabrać okrycie wierzchnie. Od rana kąpanie, bo poprzedniego dnia byłyśmy tak wykończone, że już nam się nie chciało. George wyszedł do pracy wczesnym rankiem, więc mogłyśmy czuć się swobodnie. Wyszykowałyśmy się i w drogę. Na metro nie mamy co liczyć, bo jeszcze nie wiemy co, gdzie i jak. Dziś czeka nas wędrówka piesza! Ciekawe ile kilometrów przeszłyśmy. Wyszłyśmy z domu i zgodnie z mapą kierowałyśmy się w stronę 5 Alei. Wiadomo, tam najwięcej atrakcji, same najlepsze sklepy. W planach było dość dużo do zobaczenia. 5 Aleja robi wrażenie. Chociaż pierwsze co mnie niestety niezbyt miło zaskoczyło to smród! W Nowym Jorku okropnie śmierdzi- spalinami i jedzeniem. Co prawda później się już przyzwyczaiłam, ale pierwsze dwa dni nie miałam ochoty na jedzenie. Mimo wszystko wyruszyłyśmy przed siebie. Jak wspominałam 5 Aleja jest niesamowita, wiele tam różnorodności, kolorów, wszędzie piękne, wysokie wieżowce, a między nimi niesamowite stare budowle. Mnie zachwyciła katedra św.Patryka. Sam budynek strzelisty, pojawia się wśród ogromnych wieżowców i robi ogromne wrażenie. Oczywiście weszłyśmy, zapaliłyśmy świeczkę w pewnej intencji (jak to w amerykańskich filmach bywa), nie wchodziłyśmy dalej, ponieważ znowu stała ochrona i sprawdzała zawartość toreb. Usiadłyśmy przed Katedrą, żeby odpocząć a przy okazji oglądałyśmy czerwony dywan naprzeciw i promocję filmu „Mumia” z Tomem Cruisem. Niestety głównego aktora nie było, ale było kilku innych. Po zregenerowaniu ruszyłyśmy dalej. Szłyśmy mijając piękne sklepy Gucci, Louis Vuitton, Michael Kors, Victoria’s Secret, Versace, Cartier, Rolex, Ferrari, Dolce & Gabbana.

Informacyjnie- To w tych długich włosach to Pan z pięknym makijażem, piórami we włosach i ogólnie chyba inspirowany Prince’m- makijaż na to wskazywał.

20170607_180153 20170607_180535 20170607_180804

Pierwszym naszym celem był Empire State Building. Chciałam, żebyśmy od tego zaczęły zwiedzanie, ponieważ tam zamawiałam City Pass i tam miałyśmy otrzymać książeczkę z karnetami na resztę atrakcji- Top of the Rock, Muzeum Historii Naturalnej, The MET, Muzeum 11 września i statek Circle Line Cruise dookoła wyspy. Dotarłyśmy bez najmniejszych problemów. Na Manhattanie ulice i Aleje przecinają się tworząc szachownicę, więc bardzo prosto nawigować. Empire- piękny budynek, dość wysoki, ale już dawno nie najwyższy w NY, za to chyba najbardziej znany symbol. Za to równie chętnie odwiedzany. Ludzi dość dużo. Pierwsze wrażenie po wejściu- przepych. Przepięknie zdobione ściany i moje wymarzone zdjęcie na tle ściany, na której widnieje Empire w promieniach słońca. W kolejce chwilę stałyśmy, ponieważ jak wszędzie w Nowym Jorku kontrola bagażu, torebek, żadnego jedzenia i picia. Wjechałyśmy na 86 piętro. W windzie towarzyszyły nam piękne obrazy wyświetlane na suficie. Cudowny widok. Z tarasu widokowego rozciągał się widok na cały Manhattan. Z jednej strony widok na dolny Manhattan, z drugiej Central Park. Jednak widok Central Parku najlepszy jest z Top of the Rock. To był nasz pierwszy taras i widok zapierał dech w piersiach. Rozejrzałam się wokół. Przypatrzyłam gdzie są nasze atrakcje, które miałyśmy zwiedzać w następne dni. Wi-Fi w Empire dostępne, więc zadzwoniłyśmy do domu i zrobiłyśmy telekonferencję. Mój mąż kiedy zobaczył widoki z Empire dosłownie się wkurzył i powiedział, żebym do Niego więcej nie dzwoniła. Nie dziwię mu się, bo widoki przepiękne, zapierające dech, a Jemu wizy nie dali! Każdy by się zdenerwował! Ale… ja zrobię wszystko, żeby Go tam zabrać! Poruszę niebo i ziemię, a pojedzie tam ze mną! Wracając do tematu- ludzi dużo, ale dla każdego miejsce się znajdzie, jest gdzie zrobić zdjęcie, jest gdzie nakręcić film. Z góry piękny widok na cały Manhattan. Kilka atrakcji pokazałam Wiktorii i ruszyłyśmy dalej. Poszłyśmy Piątą Aleją podziwiać piękno Nowego Jorku.

Następnie Trump Tower- policja z długą bronią, zamknięta ulica, pełno ludzi robiących sobie zdjęcia z policjantami, przed wejściem, wchodzących, wychodzących. Dalej budynek Biblioteki Publicznej- stary, piękny, znany tylko z filmów. Cudowny widok. Ale dziś nie czas na zwiedzanie, idziemy dalej. Rockefeler Center i dziewczynka-baletnica, siedząca pośrodku. Jak tam jest cudownie! Fantastycznie! Pełno ludzi, uśmiechniętych, zadowolonych. Oczywiście są bezdomni, są biedni, są żebracy- widać ich wszędzie. Jednak nie są nachalni, są wręcz sympatyczni. Pamiętajcie, że oni też konkurują! Każdy z nich wie, że musi w jakiś sposób zdobyć pieniądze i starają się różnymi sposobami. Albo grają- na wszystkim, albo śpiewają, albo ćwiczą, wyskakują, robią sztuczki- są bardzo kreatywni, chyba Nowy Jork zobowiązuje :) Chodziłyśmy i odpoczywałyśmy, tam wszędzie są jakieś skwerki, miejsca do odpoczynku, miejsca gdzie można posiedzieć, popatrzeć na ludzi, rozejrzeć się dookoła. Jadłyśmy w food truckach, które są wszędzie obecne. Jedzenie nie jest pyszne, ale zjadliwe. Oczywiście przeszłyśmy się na Times Square- świetne miejsce. Niektórzy twierdzą, że bardzo hałaśliwe, nieznośne, pełne ludzi. Oczywiście, że tak jest- to Times Square! To miejsce szalone, pełne postaci z kreskówek i filmów, dziwnych instalacji, ludzi siedzących na czerwonych schodach, jedzących na ulicy, siedzących gdzie popadnie. Fajnie tam- skończyło się na tym, że codziennie tam wracałyśmy. Przede wszystkim dlatego, że tam dojeżdżałyśmy metrem i dalej szłyśmy pieszo. Tam jadłyśmy Big mac’i, frytki i piłyśmy Coca Colę w Mc Donalds’ie, tam też kupiłyśmy kosmetyki w M.A.C.’u (ach ta moja fioletowa szminka) i tam kupiłam zabawki dla dzieci w sklepie Disneya. Ceny? Jak na Nowy Jork porównywalne do naszych polskich. Zdziwienie pełne, że tam mogę kupić coś w tych samych cenach albo nawet trochę niższych. W Hard Rock Cafe na Times Square kupiłam mojemu mężowi koszulkę i buty w Champs. Sobie kupiłam kilka rzeczy w H&M’ie. Przy Piątej Alei w Victoria’s Secret kupiłam też piękną bieliznę i perfum, który powala zapachem. Po ten perfum pojadę nawet na koniec świata! Przyznam szczerze, że do VS wracałyśmy kilka razy :) Szłyśmy powoli z powrotem do naszego mieszkania w East Village, po drodze wstąpiłyśmy na Grand Central Terminal, obejrzałyśmy cały dookoła, przeszłyśmy wzdłuż i wszerz- zrobiłam pamiątkowe zdjęcie przy słynnym zegarze na środku Grand Central i kupiłyśmy w metrze metrocard, żebyśmy mogły następnego dnia jechać na Brooklyn spotkać się z panią Magdą- naszą przewodniczką. Po drodze zrobiłyśmy sobie zdjęcia przy Flatiron Building- słynnym żelazku. Robiło się już ciemno, więc trzeba było trochę przyspieszyć. Małe zakupy na 14 ulicy- woda, chleb i szynka, i do domu na 12 ulicy.

W domu ok.21.00, telefon do domu do Polski, że wróciłyśmy całe i zdrowe- mimo tego, że tam już 3 rano. Wszyscy czekali z utęsknieniem na telefon i pierwsze relacje z wielkiego miasta :) Opowiadałyśmy z wypiekami na twarzach. Super dzień :) Później kąpiel i spać, bo następnego dnia wczesne wstawanie i jazda na Brooklyn :)

Opublikowano Kuchnia, Miłość, Nowy Jork, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki, Zakupy | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nowy Jork moimi oczami :) zapraszam w niesamowitą podróż :)

Tak, już po :) Wyleciałam, wróciłam. Coś jakby sen! :) Najpiękniejszy :)

Ale wróćmy do 6.06.17 godz. 4.00 rano. Spakowana, czekanie na brata, bratową i Wikę. Podróż do Warszawy minęła w lekko nerwowej atmosferze. Dwie dziewczyny wylatują w bardzo daleką podróż- same! Ja świadoma coraz bardziej, że jadę z dzieckiem, za które będę tam odpowiedzialna. Dopiero w tym momencie dotarło do mnie na co się porwałam, ale… nie ma odwrotu- jedziemy. Wierzę, że dam radę. Ogromny strach przed lataniem. Na szczęście mam przy sobie mojego kochanego męża, który tuli mnie i wspiera. Żałuje bardzo, że nie może z nami jechać. Dotarliśmy na miejsce. Lotnisko, jak się poruszać, gdzie iść? Pierwszy raz! Naprawdę! Nigdy wcześniej nie lataliśmy, bo panicznie się bałam. Jakoś poszło. Chwilę postaliśmy, pogadaliśmy, czas pożegnania- jakbyśmy wylatywały co najmniej na rok. Po odprawie siedzenie i czekanie na nasz samolot. Niestety okazało się, że jest opóźnienie – jakaś awaria. No akurat to coś dla mnie! Pierwszy lot a tu awaria samolotu? Poczułam, że nogi mi się uginają. Kontakt z resztą na tarasie widokowym był cały czas. Denerwowali się dlaczego nie wylatujemy. Jeszcze chyba nigdy mi się tak nie dłużyło. Podstawili inny samolot, możemy wsiadać. Strach, gorąco, zimno, idę „rękawem”, łykam ślinę, gorąco, zimno. Wchodzę na pokład samolotu, witana przez uśmiechniętą stewardessę. Mi niestety tak do śmiechu nie było. Siadamy na swoich miejscach- przy oknie. Kręci mi się w głowie. Cholera czy ja to przeżyję? A jak coś się stanie? Szybko odganiam złe myśli. Trochę minęło zanim samolot się zapełnił. Ruszamy, powoli wjeżdżamy na pas startowy. Podrywamy się w górę- straszne uczucie, chociaż nie jest aż tak źle. Lecimy. Stwierdzam otwarcie, że start, lądowanie i zmiany wysokości są najgorsze- głowa szaleje. Ale te 8 godzin w powietrzu na jednej wysokości nie było aż takie złe. Widoki fantastyczne. Lecieliśmy nad Grenlandią! Tego się nie spodziewałam!

Wylądowaliśmy na JFK. Nowy Jork. Jesteśmy. Teraz tylko odprawa, krótka rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym i idziemy na postój Yellow Cab! Oczywiście po drodze zaczepiają różni tacy, którzy za „okazyjną” cenę mogą zawieźć dokąd się zechce. Okazyjna jest tylko na początku, później okazuje się, że przepłaca się 100%. Dlatego biorę Wikę przed siebie, ma nie reagować, nie oglądać się i nie zwracać na nich uwagi- idziemy do taksówek. Tam wita nas miło Afroamerykanin, do auta walizki pakuje przemiły Chińczyk. Podajemy adres i ruszamy. Dogadujemy cenę- wychodzi 63$, ale bez napiwku. Finalnie płacimy 75$ i wszyscy są zadowoleni. Droga do naszego miejsca zamieszkania nieciekawa. Miły Chińczyk jechał jak z przysłowiowymi „pyrami”! Wtedy myślałam, że naprawdę mu pawia puszczę- w aucie waliło fajkami- pierwsze wrażenie „ups, to naprawdę mój ukochamy NY?”. Po drodze żadnych fantastycznych miejsc, żadnego symbolu, który pokazałby mi, że to Nowy Jork. Dotarłyśmy na miejsce- kamienica ze schodami przeciwpożarowymi – jak to w amerykańskich filmach. Podziękowałyśmy i dzwonimy pod adres podany a tam cisza! Jeszcze raz i jeszcze i jeszcze- nikogo nie ma! Chyba mnie szlag zaraz trafi. 7 tysięcy kilometrów od domu, zimno, zmęczona, a tu gospodarz nas olał? Co tu zrobić? Szybka myśl- potrzebujemy wi-fi, które gdzieś pewnie jest, ale na pewno nie na ulicy. Idziemy poszukać knajpki, baru, w którym będzie i wtedy skontaktuję się z George’m. Przeszłyśmy wzdłuż ulicy, wszystko pełne ludzi. Stwierdzam, że idziemy pod dom i będziemy czekać. Wróciłyśmy. Stoi tam facet, który z kimś pisze na telefonie. Podchodzę do niego i moim angielskim mówię o co chodzi. Chwilę zajęło zanim zrozumiał, że potrzebuję wi-fi. Zabiera nas do swojego mieszkania! To w tym budynku, gdzie my mamy wynajęty pokój. Facet okazuje się miłym Chrisem, który co prawda nie znał George’a, ale udostępnił nam swoje wi-fi. Napisałam do gospodarza, że my już jesteśmy i czekamy. Po jakiejś chwili otrzymałam informację, że On jest, ale nas nie ma! Wytłumaczył jak mamy trafić do Jego mieszkania, podziękowałyśmy Chrisowi za pomoc, za szklaneczkę wody i poszłyśmy. George był bardzo zdziwiony tym, co usłyszał od nas. Powiedział, że jeszcze nigdy nie zdarzyła się taka sytuacja i nikt nikomu tak po prostu nie pomógł! Dziwne, bo Chris był bardzo miły i nie miał żadnego problemu z pomocą :) czyżby to urok osobisty polskich dziewczyn? :) Powiem szczerze, padłyśmy na łóżka, bez kąpania, bez zbędnych ceregieli. Tylko skontaktowałyśmy się z bazą w Polsce, bo tam przecież wszyscy czekali na sygnał. Mało tego – śledzili nasz samolot w internecie! Widzieli gdzie lecimy, co się dzieje itd. Nic nam się nie chciało, zasnęłyśmy jak zabite. Zwiedzanie i obmyślanie planu zostawiłyśmy na drugi dzień.

Zdjęcie z drogi do Warszawy

20170606_074232

Czekanie na lotnisku- 2 godziny!

20170606_120650

Już w samolocie.

20170606_135858

Posiłki w samolocie :) dobre, ale niestety sałatka z majonezem na drugi dzień dała mi popalić!

20170606_15535720170606_193742

A to widoki na Grenlandię :)

20170606_171938_001 20170606_174607_001

Pierwsze zdjęcie po wyjściu z lotniska

20170606_182645

W trakcie jazdy Yellow Cab :)

20170606_185953 20170606_190004

Kolejny wpis z dalszą częścią opowieści niebawem :)

Teraz spać, bo jutro niestety powrót do pracy. DOBRANOC :)

Opublikowano Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Nadchodzi godzina zero….

To już… zaraz… jeszcze tylko kilka godzin i ruszamy na lotnisko :) Brzuch mnie boli, w żołądku się kotłuje, podekscytowanie sięga zenitu. Strach nie pozwala niczego przełknąć! Co to będzie? A może się wycofać? Może jednak zrezygnować? Po co mi to?

Aaaaaaaa….

Przecież to moje marzenie- największe, najważniejsze, wyczekane :) Jutro o tej godzinie będę jechać żółtą taksówką przez Most Brookliński na Manhattan do naszego mieszkania :) Jutro będę oglądać inny świat, kosmos! Jestem ogromnie podekscytowana. Cudownie!

Walizki spakowane. Wszystko zabrane. Miejsce na to, co ewentualnie kupię na miejscu zrobione :) Wika w sumie więcej kupi niż zabiera ze sobą. Byłam u Niej, też podekscytowana, uśmiechnięta. Świetnie widzieć bliską osobą tak radosną, i ciepło się robi na sercu wiedząc, że to moja zasługa :) Uwielbiam dawać szczęście ludziom :)

Mam już kolejne pomysły, tym razem myślę nad prezentem dla męża na 40 urodziny, które będą za dwa lata :) to musi być jakaś petarda! I będzie :) Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli :)

Tymczasem ostatnie przygotowania i fruuuuu…. w marzenia :)

Opublikowano Dobro, Miłość, Podróże, Rodzina, Szczęście, Urodziny, Wycieczki | Otagowano , , , , | Skomentuj

Jeszcze jeden dzień! :)

Ale mam stracha! Coraz bardziej się boję! Jednak częściej myślę o tym co zastanę na miejscu niż o samym locie :) Staram się sama siebie uspokajać. Nikt nie wie, nie widzi moich nerwów. Mogą jedynie zobaczyć moją irytację na wszystko.

Dzieci spakowane, ja jeszcze nie. Jutro odwożę pierdoły do szkoły i przedszkola, później ich torby do babci- sporo tego- tornister do szkoły, torba z rzeczami, worek na wf, plecak na treningi; Pola za to ma swoją torbę z ciuchami, plecak z ciuchami na balet, spakowała jeszcze jeden plecak i władowała do niego zabawki i ciupagę! :)

Niko jest świadom gdzie jadę i co się dzieje. Wie, bo ogląda w TV różne programy. Rozumie gdzie lecę, po co, gdzie to jest. Pola nie jest świadoma, wie tylko, że jedzie do babci na wakacje i się cieszy. I dobrze. Nie będzie się denerwować jak Niko. Oglądał kiedyś program o katastrofach lotniczych i niestety wystraszył się, że coś może się stać podczas lotu. Wytłumaczyłam mu, że samoloty są bezpieczne i nic się nie stanie. Mam nadzieję, że Go uspokoiłam i już o tym nie myśli. Niko jest bardzo uczuciowy i ma swoje przemyślenia. Pola jest inna, ma wszystko gdzieś.

Jest już prawie 22.00 a ja nie mam nic spakowane! Boję się, że czegoś zapomnę, że nie zdążę. Jutro jeszcze kilka rzeczy muszę załatwić, aktywować kartę kredytową, wejść do T-Mobile, kupić dzieciakom sandały, spodnie do Nikodema na wesele.

No nic- piwko i pakowanko :)

Trzymajcie kciuki :)

Opublikowano Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki | Otagowano , , , | Skomentuj

Airbnb przypomina :)

 

 

 

Nawet airbnb przypomina o tym, że już czas. O matko….. :)

Nowy Jork czeka :) a ja taka nieprzygotowana! :)

Czas się pakować!
Czas podróży się zbliża. Nowy Jork już czeka.
88a4e3ac-d2ca-49da-b647-1dd751ae6407.jpg

East Village Easy Living (upto 3ppl)

Opublikowano Miłość, Pieniądze, Podróże, Szczęście, Wycieczki | Otagowano , , | Skomentuj

9 dni :)

To już niebawem :) Jestem szczęśliwa :) Myślę intensywnie, żeby jak najlepiej zorganizować cały pobyt. Myślę, żeby zorganizować wszystko tu na miejscu, bo przecież cała moja familia zostaje! Dzieci będą chodzić do szkoły i przedszkola, będą różne zajęcia, wycieczki, więc trzeba o wszystkim pomyśleć. Babcia będzie czuwać cały tydzień- najukochańsza na świecie :)

A ja! Głowa pełna od pomysłów, myśli, pytań, wątpliwości. Aaaaaaa… żebym niczego nie zapomniała, żebym o wszystkim pomyślała, żeby wszystko się udało!

A po przyjeździe jeszcze wesele! Buty dla męża- trzeba kupić już teraz, bo później już nie będzie czasu, Niko nie ma ciuchów! Aaaaaa… oszaleję! A ja co mam spakować??? Biorę długopis, notes i już! Wszystko musi być spisane!

Tralalalalalala … NYC niebawem :) Tralalalalalalala ……

Opublikowano Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki, Zakupy | Otagowano , , , | Skomentuj

New York, New York- to już za 2 tygodnie :) yupiiii

Nie mogę uwierzyć! Trzęsę się już ze strachu przed lotem. Jak to będzie? Zastanawiam się. Jak wygląda lot? Czy moja głowa oszaleje? Czy wytrzymam tyle godzin? Mam nadzieję, że moja głowa nie zwariuje i nie zacznie myśleć- jestem wysoko, nic mnie nie trzyma przy ziemi, pode mną ocean, a jak coś się stanie i zaczniemy spadać? Tego boję się najbardziej- ataku paniki. Bardzo chciałabym mieć obok siebie mojego męża, który by mógł mnie przytulić, uspokoić. Czułabym się bezpieczniejsza. Niestety – nie pisałam tego, ale był dwa razy w ambasadzie i nie dostał wizy. Jest strasznie rozgoryczony, ja też. Kit ze straconą kasą, ale straciliśmy szansę na fajny czas, który moglibyśmy spędzić razem. Razem moglibyśmy przeżywać najpiękniejszą podróż życia. Szkoda, straszna szkoda. Ja jednak jestem gotowa na każde wyzwanie, byle mieć możliwość zobaczenia mojego ukochanego Mostu Brooklińskiego, Central Parku, Terminalu Grand Central i wielu innych wspaniałych miejsc.

Cały czas myślę- co jeszcze potrzebuję? Walizkę na bagaż podręczny zamówiłam, bo stwierdziłam, że lepiej mieć więcej miejsca do spakowania- może coś tam kupię to będę miała gdzie się spakować :) Ubezpieczenie- ważna sprawa. Najlepiej kwota bez limitu, żeby w razie czego mieć zabezpieczenie i nie musieć się martwić, że w kraju będzie trzeba zaciągać kredyt. Co jeszcze? Już chyba wszystko załatwione, kupione, zrobione.

Najgorsze, że w ostatnim czasie dzieje się tak dużo niedobrego. Na Times Square pijany/naćpany facet wjechał w tłum ludzi- nieciekawie, w Manchester Arena zamach terrorystyczny. Strach mnie oblatuje na samą myśl. Jestem jednak pełna optymizmu i wiary w to, że będzie dobrze. Przecież codziennie miliony ludzi latają po całym świecie. Przecież codziennie jeżdżę do pracy- na drodze różnie bywa. Każdy z nas ma swoje przeznaczenie. Myślę, że będzie dobrze. Już układam w głowie i rozpisuję w notesie gdzie i kiedy pójdziemy. Najlepsze jest to, że mamy załatwioną Magdę – przewodniczkę. Udało się zorganizować grupę sześciu osób do zwiedzania i nie musimy płacić 450$ za dzień, tylko 80$ od osoby :) Tym samym 8 czerwca będziemy zwiedzać Brooklyn w towarzystwie Magdy i kilku innych osób. Marzyłam o tym. Bałam się trochę sama jechać w tamten rejon, to jednak daleko z Manhattanu i mogłabym czasem metrem do Kanady dojechać :)

Nie, nie wierzę! Ja i Nowy Jork? Czy to prawda? Czy tylko sen? Może się zaraz obudzę i wszystko okaże się wielką ściemą?

Nieeeee, to prawda! Jadę… niebawem… już za chwilę :) Spełnia się! Największe marzenie mojego życia, najpiękniejszy sen.

wielkie jabłko

Opublikowano Dobro, Miłość, Pieniądze, Podróże, Rodzina, Szczęście, Wycieczki, Zakupy, Zdrowie | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Zbigniew Wodecki nie żyje, kolejna ogromna strata :(

Dziś zrobiło mi się bardzo przykro, kiedy w pracy przeczytałam wiadomość o śmierci Zbigniewa Wodeckiego. To fantastyczny człowiek, wspaniały artysta. Ten głos, ta trąbka i skrzypce będą mi towarzyszyć zawsze. Uwielbiam Go. W tym roku mężowi na urodziny sprawiłam płytę z największymi przebojami Pana Wodeckiego.

Cóż… będzie grał tam- do góry, im będzie umilał czas dźwiękami trąbki i swoim cudownym głosem. Nam zostały Jego płyty i muzyka, która jest wieczna.

Ogromna strata. Żal. Smutek. Szkoda. Wielka szkoda.

„…do znajomych drzwi pukać myśląc czy,

czy nie stanie w nich czasami,

tamten chłopak ze skrzypcami…”

Ach… smutno :(

[*]

images

Opublikowano Dobro, Miłość, Muzyka | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj